Plakaty wyborcze fruwają jeszcze po mieście, kurz wyborczy z wolna opada, warto więc zwrócić uwagę na kilka okołowyborczych faktów. Pierwszy to taki, że opolanie – po latach marazmu prezydentury Zembaczyńskiego – zobaczyli działającego prezydenta i zmieniające się Opole. Zmiana (choć nie zawsze na lepsze) dotyczy wielu poziomów. Ten najbardziej widoczny, to remonty ulic, budowa mostu na Niemodlińskiej, czy przebudowa ulicy Krakowskiej. Kontrast między kadencjami Wiśniewskiego i poprzednika, był uderzający, więc opolanie to docenili, a Wiśniewski z hasłem „prezydent działania” wpisał się w postrzeganie miasta przez znakomitą większość wyborców. To fakt pierwszy.

Fakt drugi. Każdy z kontrkandydatów Wiśniewskiego, tak naprawdę walczył o co innego w tych wyborach. Apolonia Klepacz o przywrócenie, niesłyszanego od 4 lat, głosu SLD w Opolu; Marcin Gambiec o wprowadzenie kilku radnych i powiększenie swojej siły w radzie miasta, Paweł Grabowski – wybory jako przedbiegi przed przyszłorocznymi wyborami do sejmu i przegląd siły Kukiz`15 w Opolu i regionie. Najpoważniej zabiegały o fotel prezydenta panie: Violetta Porowska (PiS) i Barbara Kamińska (Komitet Obywatelski, czyli PO+Nowoczesna). Każdy z kandydatów na urząd prezydenta, miał coś ciekawego do zaproponowania Opolu. To, czy Wiśniewski będzie chciał sięgnąć, choćby po niektóre z tych pomysłów – zobaczymy niebawem.

Fakt trzeci. Najaktywniejszy radny – Marcin Gambiec – nie otrzymał ponownie mandatu w wyborach, a kilku mizernych radnych, a i owszem.

Fakt czwarty. Opolanie nie zagłębiają się zbytnio w kwestie środowiskowe, jak choćby uciążliwego smogu. Traktują to jako konieczną cenę rozwoju miasta. Podobnie jak wycinka kilku tysięcy drzew w Opolu, złożona na ołtarzu rozwoju miasta, nie przestraszyła opolan przed rządzącą miastem ekipą. Nie przekonały opolan ostrzeżenia przeciwników Wiśniewskiego o smogu, fatalnym zarządzaniu zielenią, czy braku dbałości o nowe drzewa. Wielu wyborców, choć to wszystko dostrzegało, przełknęło jednak tę żabę, oddając głos na obecnego prezydenta.

Fakt piąty. Wiśniewskiemu uszło na sucho wiele jego błędów. Mam wrażenie, że zachodzi tu syndrom Kwaśniewskiego, któremu Polacy pomimo wpadek, błędów – czasem bardzo rażących – wiele wybaczali, „bo to taki swój chłop”. Wiśniewski – pomimo błędów i wpadek (przegrane wielkie przetargi, fatalna polityka zarządzania zielenią w mieście, błędy przy poszerzaniu miasta i wojowanie z każdym krytykiem działań Ratusza) – nie stracił zaufania wyborców. Pijar prezydent ma wystarczająco dobry, by przekonać znaczną część opolan do swojego sposobu zarządzania miastem.

Fakt szósty: niezadowolenie nowych mieszkańców Opola, nie było odczuwalne w tych wyborach, choć to ponad 10 tys. osób (nie wszyscy spośród nich się sprzeciwiali decyzji o poszerzeniu granic miasta). Pomysł rozpuszczenia tego – negatywnego prezydentowi elektoratu – w największej dzielnicy miasta zdał egzamin.

Tytułowe pytanie: wygrał Wiśniewski, ale czy wygrało Opole? – dla wielu opolan będzie zapewne niezrozumiałe. W tych wyborach zderzyły się bowiem dwie wizje Opola: betonowego, zamkniętego na krytyczny głos mieszkańców, pijarowego, rozwijającego się nierównomiernie oraz wizja druga: Opola zielonego, miasta wsłuchanego w głos mieszkańców, dbającego o rozwój zrównoważony. Wygrała wizja pierwsza, a uzyskanie ponad 38 tys. głosów wyborców (ponad 70 proc.) daje prezydentowi mandat do kontynuowania tej dotychczasowej polityki. Wygrał Wiśniewski, ale czy wygrało Opole dowiemy się w ciągu najbliższych 5 lat, a może i…