W poniedziałek 11.02.2019 roku Polskie Stowarzyszenie Krajoznawców w Opolu zorganizowało spotkanie, tematem którego był wykład „Opolski Palimpsest. Krakowska 32. Sklep kolonialny w Opolu”. Prelegentami byli Antoni Przybecki, były właściciel sklepu i dziennikarz Zbigniew Górniak.

Dzięki opowieściom pana Antoniego dowiedzieliśmy się, jak naprawdę wyglądała praca w sklepie w czasach, gdy tak naprawdę niczego nie było. Jak wiele wysiłku trzeba było włożyć, aby zapewnić swoim klientom towar najwyższej jakości. Dbałość o klienta zresztą była priorytetem właścicieli.

Dziś śmieszą opowieści o przewożeniu czereśni w walizkach, czy sprzedaży miodu z beczki do własnych słoików. Wtedy była to codzienność, wymuszona okolicznościami. Dzięki pomysłowości właścicieli i ich ogromnemu sprytowi, sklep zapełniony był po brzegi luksusowymi towarami, takimi jak pomarańcze, banany, turecka chałwa, przepięknie pachnące wianki z grzybów suszonych.

Do dzisiaj dawni klienci wspominają z rozrzewnieniem ten niewielki sklepik i jego fantastyczną obsługę. Słuchacze prelekcji wspominali o dużych czerwonych lizakach, o przepysznej chałwie, o jabłkach o smaku pomarańczy. A w powietrzu unosił się niepowtarzalny zapach cynamonu.

Sklep p. Przybeckiego w 2015 roku. Fot. pochodzi ze strony: dolny-slask.org.pl

Było też sporo anegdot. Przytoczę dwie.

Jedna działa się, kiedy sklep był jeszcze czynny. Do sklepu przyszła Ślązaczka i poprosiła: „Tabletki na kucanie”. Wiecie co to było? Tabletki na kaszel.

Druga anegdota miała miejsce niedawno, przed wyburzeniem kamienicy. Romuald Kulik, miejscowy regionalista szedł do już zamkniętego sklepu, aby zobaczyć jak wygląda w środku. Po drodze spotkał znajomego Ukraińca, który poszedł z nim. Wewnątrz sklepiku, gdzieś na zapleczu znaleźli kilkanaście słoików z ogórkami i sałatkami. Ukrainiec zadzwonił po kolegę i razem zabrali ów przetwory. Na drugi dzień Romuald dzwoni do tego znajomego z pytaniem co zrobili z tymi słoikami. Na co ten mu odpowiedział, że właśnie pół hotelu robotniczego je zjadło przy okazji wczorajszej imprezy. Mówili, że były przepyszne. I nie miało dla nich znaczenia, że przetworom data ważności skończyła się w 1999 roku.

Słowo w tytule „Palimpsest” oznacza rękopis spisany na używanym już wcześniej materiale piśmiennym, z którego usunięto poprzedni tekst, tekst wielowarstwowy lub w medycynie termin oznaczający zanik pamięci w wyniku upojenia alkoholowego. Tutaj tytuł nawiązuje do wątku wielowarstwowego, jakim jest nieistniejąca już kamienica. W jej miejsce budowana jest bowiem nowa, zrównana w jednej linii z pozostałymi budynkami. Znajdzie się w niej Centrum Aktywizacji Społecznej. I tak kończy się pewien etap historii z dawnym sklepem kolonialnym, a zaczyna nowy…