W poniedziałek 8 stycznia w Muzeum Uniwersytetu Opolskiego w Opolu odbył się wykład pt. „Popiół i fotografia, czyli o nieznanym archiwum Maxa Glauera“. Prelegentami spotkania byli Andrzej Bobkiewicz (dziennikarz i współzałożycielem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Ukrainy w Kirowogradzie) oraz Romuald Kulik (pasjonat lokalnej historii).

Na spotkaniu mogliśmy wysłuchać fragmentu najnowszej powieści (jeszcze nie ukończonej) Andrzeja Bobkiewicza na temat Maxa Glauera. Po przydługawym nieco wstępie Andrzeja Bobkiewicza głos zabrał Romuald Kulik.

Max Glauer urodził się 11 sierpnia 1867 roku we Wrocławiu. Już jako 16-letni terminował u mistrza fotografii, Natana Raschkowa. Max do Opola sprowadził się w 1893 roku. Swój zakład otworzył w domu przy Krakauer Strasse 34a (obecna ul. Krakowska). W tym miejscu chcę zdementować plotki jakoby Glauer miał być Żydem. Rodzina Glauerów była ewangelikami. Powiązanie Maxa Glaeura z Żydami mogło wiązać się z tym, iż wykupił połowę kamienicy, która od zawsze należała do żydowskiej rodziny. W piwnicy tej kamienicy, właścicielka pani Frost pędziła wódkę, zwaną potocznie „Siwuchą”.

Glauer brał udział w wielu wystawach fotograficznych, w których został odznaczony różnymi medalami i dyplomami. W 1904 roku został uhonorowany państwowym medalem Królestwa Pruskiego. Natomiast w 1912 roku otrzymał od Wilhelma II Wirtemberskiego (właściciela Pokoju i okolicznych dóbr) tytuł Królewskiego Nadwornego Fotografa. Tytułu tego używał aż do śmierci.

Max Glauer zapisał się w historii miasta jako znany i ceniony artysta. Fotografował takie osobistości jak: cesarza Wilhelma II, prezydenta Paula von Hindenburga, Rudolfa von Bittera, Gustawa Rabbe, Gerharda Hauptmana a także Adolfa Hitlera. Oprócz notabli, Glauer zajmował się również uwiecznianiem na zdjęciach zwykłych ludzi oraz dokumentował budynki użyteczności publicznej. Max Glauer zmarł 25 sierpnia 1935 roku. Został pochowany na cmentarzu przy ul. Wrocławskiej, obok żony Claire.

Dzięki Romuladowi Kulikowi zobaczyliśmy kilka niezwykle interesujących fotografii Glauera. Między innymi zdjęcia Maxa i jego żony, a także zdjęcia jego dzieci, bliźniaków. Jedną z kontrowersyjnych fotografii był wizerunek zmarłego kilkumiesięcznego syna Glauerów. Zdjęcie zostało zrobione już po jego śmierci.

Romuald Kulik pokazał nam też kamienicę, w której znajdowało się atelier państwa Glauerów. Dziś już nieistniejącą. Dowiedzieliśmy się też, że Glauerowie wybudowali własną kamienicę (na tyłach obecnej ul. Krakowskiej), a część mieszkań wynajmowali.

Glauer zajmował się także rozmnażaniem świnek morskich. I wszystkie świnki, które w tamtym czasie pojawiły się u opolan, pochodziły najprawdopodobniej z jego hodowli. Romuald Kulik z typowym dla siebie humorem opowiedział, jak widział zdjęcie, na którym ten znany fotograf leży na łóżku w otoczeniu gromady świnek morskich. Niestety żyjąca rodzina nie pozwoliła na publikację tego zdjęcia. Może dlatego, że Max na tym zdjęciu ubrany jest w piżamę, która nosi ślady mocnego zużycia (cała jest połatana), a może to z powodu tych zwierzątek w łóżku…

Kolejną ciekawostką jest fakt, iż krewni Glauerów, mieszkający w Oleśnie, byli karłami. W jednej rodzinie urodziło się trzech synów liliputów. Razem z kuzynem (też karłem) bracia założyli zespół liliputów „Glauers Liliputaner Truppe”. Występowali ze spektaklami teatralnymi, koncertami i występami cyrkowymi. Były to naprawdę wyjątkowe postacie, które zrobiły wielką karierę i znane były na całym świecie. Występowali przed rosyjskim carem Mikołajem II, a także przed prezydentem USA. Dzieje „karłów z Olesna”, jak o nich mówiono, przypomniała w swojej książce Adelheid Glauer „Die vielseitige „Liliputaner- Truppe aus Rosenberg”. Ojciec Adelheid był kuzynem utalentowanych karłów. Max Glauer dość często odwiedzał swoich krewnych aż do pewnego feralnego wieczoru, kiedy to wrócił do domu w stanie wskazującym na zbyt duże spożycie alkoholu, bez butów i aparatu fotograficznego. Od tamtej pory Max miał zakaz spotykania się z kuzynostwem. A aparat fotograficzny, który posiadał tabliczkę z logo atelier, znalazł się na drugi dzień.

Na prelekcji zobaczyliśmy całe mnóstwo przeróżnych dokumentów, od świadectw urodzenia, po świadectwa chrztu, ślubu czy zgonu, a także dyplomy i listy nadające wyróżnienia oraz wycinki z gazet.

Mało kto wie, że Max Glauer rysował też komiksy. Niestety do dzisiaj uratowała się tylko jedna kartka.

Ciekawostką jest, że zachował się pamiętnik spisany przez Johanna Glauera, syna Maxa. To z niego dowiadujemy się, że życie fotografa wcale nie było usłane różami. Jego żona, po śmierci syna rozchorowała się. Jeździła na kuracje do Pokoju. Wkrótce nagle zmarła. Max nie pogodził się ze śmiercią żony i odszedł 4 lata po jej śmierci. Dowiadujemy się także, że syn Johannes przynależał do Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP)…

Kilka lat temu Romuald Kulik na cmentarzu przy ul. Wrocławskiej w Opolu w śmieciach odnalazł wyrzucony nagrobek rodziców Maxa, Alwine i Augusta Glauera (1836-1902). Przeniósł go na cmentarz w Opolu- Półwsi, gdzie stworzono lapidarium dla różnych porzuconych nagrobków.

Prezentacja trwała ponad dwie godziny ale warto było zobaczyć bezcenne zdjęcia oraz posłuchać o tak niecodziennych faktach z życia Glauerów.