Ty Wybierz Życie – my dla Ciebie mamy śmierć

Jakiś czas temu w Opolu można było spotkać członków Fundacji Pro – prawo do Życia, zbierających podpisy pod projektem ustawy dotyczącym zaostrzenia przepisów dotyczących wykonywania aborcji. Tym podobnych akcji zbierania podpisów fundacja przeprowadza znacznie więcej – w całej Polsce. Ich owocem jest między innymi uzbieranie 458 103 podpisów pod projektem ustawy „o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny”. Taka liczba to wynik, którego można oczywiście pogratulować. Problem rodzi jednak to, w jaki sposób cel ten został osiągnięty. A został osiągnięty dosłownie „po trupach”.

Nieodłącznym elementem działań fundacji, który towarzyszył również zbieraniu podpisów w tym roku, jest wystawa „Wybierz życie” – w postaci dużych plakatów. To, co zawierają, oprócz na wystawie, możemy zobaczyć na stronach internetowych fundacji: www.stopaborcji.pl. – i to tam odsyłamy zainteresowanych. Pod niniejszym artykułem nie umieściliśmy żadnych z tych zdjęć, gdyż zawierają treści, którymi być może nie każdy chciałby być bez uprzedzenia epatowany. I to właśnie nie idee fundacji, ale te konkretne treści wzbudzają największe dyskusje i kontrowersje. Jakie to treści?

„…zdjęcia ukazujące ciała abortowanych dzieci w wieku od 9 do 24 tygodnia życia prenatalnego oraz ciała zamordowanych dorosłych i dzieci poza kontekstem aborcji. Obrazy w sposób realistyczny ukazują szczątki martwego ciała ludzkiego, oddzielone od reszty ciała lub uszkodzonego. Zniszczone ciało ludzkie umieszczone na dłoni, wskazuje na niewielkie rozmiary tego ciała, co jednoznacznie wskazuje na to, że są to ciała dzieci”.

To fragment analizy materiału zdjęciowego, pochodzący z opinii psycholog mgr Beaty Rusieckiej – opinii, którą fundacja umieściła na swoich stronach. Myślę, że nawet fragment „szczątki martwego ciała ludzkiego, oddzielone od reszty ciała” nie oddaje tego jak drastyczne są zdjęcia. Bo jak niby ma wyglądać martwe dziecko z rozczłonkowanymi częściami ciała? Drastycznie, przerażająco, makabrycznie (jakby nie było: zdjęcia w końcu prezentują efekt makabry dokonanej na dziecięcym ciele)? Być może ktoś z czytelników zerknął sobie teraz w zdjęcie, i być może znalazły się osoby, które pomyślały sobie „widziałem gorsze rzeczy”, „przeżyłem – dało się obejrzeć” i tym podobne. Sęk w tym, że fundacja organizuje wystawy w ogólnodostępnych, publicznych miejscach, wybierając oczywiście te uczęszczane przez dużą liczbę osób. W związku z tym, zdjęciem zaskoczony może zostać każdy, w tym: dzieci. I tu jest największy problem. Problem dotyczący tego jaki wpływ na psychikę dzieci może mieć zobaczenie tak drastycznych zdjęć. Każdy z nas może odpowiedzieć sobie na to pytanie, odpowiedzieć mogą sobie zwłaszcza osoby będące rodzicami – czy chciałyby pokazywać swoim dzieciom takie obrazy? Odpowiedzi mogą próbować udzielić także specjaliści, np. psychologowie wydający opinię w tej sprawie.

Czego nie można dzieciom pokazać w telewizji – to na ulicach pokaże fundacja

Taką opinię prezentuje na swoich stronach również fundacja: „W związku z tym, że pojawiały się wątpliwości dotyczące wpływu wystawy „Wybierz Życie” na psychikę dzieci zleciliśmy przeprowadzenie profesjonalnej analizy tej kwestii.”. 8 stron kończy główny wniosek: „Oglądanie zdjęć z wystawy przez dzieci w wieku poniemowlęcym, przedszkolnym, młodszym szkolnym, szkolnym i w wieku dorastania nie stanowi urazu i zasadniczo nie jest zagrażające”. Jako, że jestem psychologiem, postaram się poniżej wykazać po pierwsze: błędność takiego wniosku, a po drugie: całkowity brak profesjonalizmu samej opinii.

Wiele osób może być teraz w szoku: „ale jak to? oglądanie ludzkich, dziecięcych zwłok, zakrwawionych fragmentów ciała – nie jest dla dzieci zagrażające?”. Wiele osób może teraz zadać pytanie: po co na przykład są w telewizji całe te oznaczenia i kategorie wiekowe? To pytanie jest oczywiście po części retoryczne, gdyż odpowiedź (trywialna i oczywista) brzmi: oglądanie określonych treści, obrazów (np. w telewizji właśnie) może wpływać na psychikę dziecka. Zastanówmy się jaką kategorię przydzielono by obrazom z wystawy – zmasakrowanym, zdefragmentowanym, zakrwawionym ciałom dzieci – ofiarom agresji jaka się na nich dokonała. Ważne jest tutaj wyjaśnienie czym jest agresja: psychologowie na swoje potrzeby definiują ją najczęściej jako „zachowanie ukierunkowane na zadanie cierpienia innemu człowiekowi, który jest motywowany do jego uniknięcia” (Wojciszke, 2013, s. 375). Czy widzimy więc taki właśnie efekt cierpienia zadanego innej istocie? Czy są to więc „obrazy agresji, zwłaszcza przedstawionej w sposób naturalistyczny i brutalny”. No więc nie powinny być oglądane przez małoletnich poniżej lat 18. To z opublikowanego w Dzienniku Ustaw RP „Obwieszczenia Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dn. 22 listopada 2013 roku w sprawie kwalifikowania audycji lub innych przekazów mogących mieć negatywny wpływ na rozwój małoletnich”. A według Fundacji Pro? Takie obrazy jak najbardziej są nieszkodliwe, nic nie stoi na przeszkodzie by oglądały je, np. pięcioletnie dzieci. Jak to możliwe, że jakiś psycholog doszedł do takich wniosków?

Psycholog – jak to łatwo powiedzieć…

Zacznijmy od tego, że samo bycie psychologiem nic nie znaczy. Nic nie znaczy, to że coś powiedział jakiś psycholog. Ludzie mają tendencję do ślepego ufania autorytetom, nawet w sytuacji gdy autorytety te są puste lub tylko tytularne, ludzie ufają tytułom: „psycholog”, „lekarz”, „doktor”. Tylko dlatego, że ktoś tytułuje się psychologiem to w oczach wielu osób (ślepo posłusznym autorytetom) wszystko co powie nabiera jakiejś zdawałoby się „świętości”, „mocy urzędowej”. (Zresztą o psychobiznesie obiecałem, że dla Tygodnika Opole napiszę wkrótce oddzielny artykuł). Smutna prawda jest jednak taka, że psychologów „produkuje się” (tj. kształci) bardzo dużo. Sam Uniwersytet Opolski wypuszcza co roku kilkudziesięciu (co w obecnej sytuacji znacznie przewyższa zapotrzebowanie rynkowe w tak relatywnie niedużym mieście jak Opole). Wśród psychologów znajdziemy więc osoby o niemal wszystkich możliwych opiniach w jakimkolwiek temacie. Z całą pewnością znajdziemy na przykład takich, którzy wydaliby opinię, że homoseksualistom należy odebrać prawa wyborcze, jak i takich, którzy wydaliby opinię, że trzeba wprowadzić w wyborach parytety dla nich. Gdyby poszukać, to pewnie byśmy znaleźli takich, którzy wydaliby opinię, że Żydzi to podludzie, jak i takich, że nadludzie. Słowem: jeżeli poszukać, to znajdziemy wszystko. Nie ma się co dziwić, że i fundacja znalazła psychologa, który wydał opinię, że oglądanie zakrwawionych, zmasakrowanych ciał nie ma żadnego wpływu na psychikę dzieci. Problem kolejny jednak w tym, że opinia opinii nie równa. I pół biedy jeżeli Pani Beata Rusiecka wydałaby swoją w oparciu o… cokolwiek. Natomiast cała jej opinia nie jest niczym innym jak jej prywatnym, subiektywnym „wydaje mi się”. Stąd jej profesjonalizm jest w zasadzie zerowy. Osiem stron opinii nie jest podparte żadnym odwołaniem do jakichkolwiek badań, jakiejkolwiek literatury. A „wydaje mi się” to nie opinia. Ja sam o wystawie dowiedziałem się kiedy gościła w kwietniu w Krakowie i jedna z moich studentek z psychologii organizująca akcję zaklejania drastycznych obrazów serduszkami, zwróciła się do mnie o opinię. Co odpowiedziałem? Że mogę powiedzieć co mi się „wydaje”, ale jeżeli jestem proszony o opinię, to wygłoszę ją, jak zrobię przegląd literatury fachowej i badań dotyczących wpływu określonych treści na psychikę dzieci. Dlaczego takiego przeglądu nie zrobiła Pani Rusiecka? Czy myślała, że tytułowanie się psychologiem załatwia sprawę? Ja nie uważam, że można tak wykorzystywać tytuł psychologa. Kiedy zostałem więc poproszony o podpisanie się pod oświadczeniem, że jako psycholog wyrażam sprzeciw przeciwko wystawie, to odmówiłem, gdyż mimo, iż wyrażam sprzeciw, to nie uważam, że warto zaufać mojej opinii tylko dlatego, że argumentuję ją powołując się na bycie psychologiem.

Dla laika – osoby nie będącej psychologiem – opinia może się jednak wydawać profesjonalna. Podzielona jest na części dotyczące oceny zdolności percepcji wystawy przez dzieci w poszczególnych okresach życiowych. W tych poszczególnych częściach znajdujemy dość naukowo brzmiące fragmenty w stylu: „uwaga jest mimowolna i mało podzielna, ma bardzo ograniczony zakres, co wpływa na jakość postrzegania. Dziecko słabo koncentruje się na przedmiocie, przerzuca uwagę z przedmiotu na przedmiot” (dot. okresu poniemowlęcego). Niektóre takie fragmenty zapisane są kursywą – jak gdyby było przytaczane, cytowane. Nigdzie nie znajdujemy jednak zapisu bibliograficznego, źródła. Czyżby więc Pani Rusiecka dopuściła się złamania praw autorskich, plagiatu, kradzieży?

Jeżeli nie i po prostu wygłasza swoje „wydaje mi się”, to nawet zakładając, że niektórym fragmentom dotyczącym funkcjonowania psychiki w poszczególnych okresach byłbym w stanie przyznać rację, to nie mam pojęcia dlaczego Pani Rusiecka wyciąga na ich podstawie wnioski jakie wyciąga.

Uraz

Po pierwsze: sama psycholog przyznaje, że zdjęcia mogą wywoływać silne negatywne emocje. I tu pytanie do fundacji: czy to nie jest wystarczający argument, by zrezygnować z ich prezentacji w miejscach publicznych, gdzie mogą je oglądać dzieci? Czy też fundacji nie interesuje dobro (a konkretnie doświadczane emocje i poczucie komfortu psychicznego) dzieci? Czy fundacja ma świadomość, że swoją wystawą może doprowadzać do odczucia dyskomfortu, przykrości i negatywnych emocji u dzieci przypadkowo oglądających te obrazy na ulicy?

Po drugie: Rusiecka twierdzi, że oglądanie obrazów o urazowej tematyce nie powoduje urazu: „oglądanie zdjęć nie stanowi urazu, ponieważ uraz występuje tylko wówczas, gdy w subiektywnym odczuciu podmiotu zagrożone jest jego życie lub zdrowie, albo życie i zdrowie innych osób, czego jest świadkiem”. Po pierwsze skąd Pani Rusiecka wzięła zwrot „tylko wówczas”, po drugie: czy oglądanie zdjęć na których widzimy śmierć – czyli zagrożone życie innej osoby, nie oznacza bycia świadkiem? Zerknijmy do literatury fachowej. Seligman, Walker i Rosenhan (2003) w swoim podręczniku akademickim „Psychopatologia” (2003, s. 198) tak definiują przyczynę stresu pourazowego: „Konfrontacja z zagrożeniem lub śmiercią powodująca reakcję przerażenia i bezradności”. Czy w przypadku dziecka oglądającego wystawę zwroty: „konfrontacja ze śmiercią”, „reakcja przerażenia i bezradności” są nieprzystające? Oczywiście, żeby bezpośrednio zweryfikować, czy te konkretne zdjęcia spowodują stres pourazowy u jakiś dzieci trzeba by przeprowadzić badania (na odpowiedniej liczbie osób), w których wykorzystano by te konkretne zdjęcia. Takich badań nikt nie przeprowadził i nie przeprowadzi. A nawet gdyby chciał przeprowadzić, to najpewniej żadna komisja etyki działająca przy danej jednostce nadzorującej (np. przy Instytucie Psychologii jakiegoś uniwersytetu) na takie badania nie pozwoli. Z prostego powodu: hipoteza badania zakłada możliwe negatywne następstwa dla osób badanych. Nikt nie zaryzykuje przeprowadzenia badań, w wyniku których jakieś dziecko mogłoby doznać urazu (choć fundacja i Pani Rusiecka jak widać nie mają problemu z tym by brać na swoje sumienie ryzyko możliwych takich następstw dla dzieci oglądających wystawę). Możemy natomiast o możliwych negatywnych następstwach wnioskować pośrednio z innych badań. Ja dla potrzeb artykułu wybrałem jedno: badanie Otto, Henina, Hirshfeld-Beckera, Pollacka, Biedermana i Rosenbauma (2007) dotyczące syndromu stresu pourazowego powstałego wskutek śledzenia informacji medialnych dotyczących zamachu z 11 września 2001 roku w Stanach Zjednoczonych, które to zostały opublikowane w recenzowanym, naukowym Journal of Anxiety Disorders. Ich celem było przebadanie osób, które nie były bezpośrednio związane z zamachem: pochodziły z innego miasta, w zamachu nie zginął nikt im znany, a o wszystkim wiedziały tylko z mediów. Co się okazało? Ano oczywiście, że taka pośrednia – poprzez oglądanie telewizji – ekspozycja na wydarzenia 9/11 okazała się spowodować zdiagnozowany, kliniczny Syndrom Stresu Pourazowego (PTSD) u 5,4% dzieci i 1,2% dorosłych, oraz wystąpienie niektórych symptomów (ale nie wystarczających na oficjalną diagnozę PTSD) u 18,7% dzieci i 10,7% dorosłych. A teraz każdy, a zwłaszcza fundacja i Pani Rusiecka, mogą, drogą wnioskowania logicznego, spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest bardziej urazowe: oglądanie walących się wież WTC, czy też oglądanie zakrwawionych, rozczłonkowanych ciał dzieci zmasakrowanych wskutek aborcji?

Po co komu badania – psycholog Beata Rusiecka

Pani Rusiecka zamiast powołać się na jakieś badania wolała uraczyć czytelników w swej opinii wnioskowaniem z pojedynczego przypadku. Opisuje siedmioletnią dziewczynkę, której zaprezentowano zdjęcia z wystawy w formacie A4, rozmawiano z nią, następnie przez kilkanaście minut obserwowano – i na tej podstawie „nie stwierdzono zaburzeń reakcji emocjonalnych”. Ciekaw jestem co ta pani tytułująca się „psychologiem” sobie myślała: „A po co mi rzetelne badania naukowe na odpowiedniej liczbie osób badanych? – popatrzę na jakieś dziecko przez kilkanaście minut i wydam opinię”. Jestem przekonany, że większość czytelników sama zorientowała się w bezsensowności wnioskowania z pojedynczego przypadku – to popularny błąd przeważnie opisywany anegdotką „dziadka palącego papierosy” – czyli to tak, jakby Pani Rusiecka zaprezentowała nam swojego dziadka, który ma 70 lat, całe życie palił papierosy, jeszcze nie umarł na raka, więc wniosek Pani Rusieckiej: palenie nie jest szkodliwe. A już pominę może fakt, że autorka opinii wykazała się tu gruntowną niewiedzą tego jak i kiedy mogą objawiać się symptomy stresu pourazowego.

Cel uświęca środki?

Do fundacji próbowałem się wielokrotnie dodzwonić w kwietniu przy okazji wystawy w Krakowie, myśląc, że są tam w końcu ludzie, którzy potrafią logicznie myśleć i którym wystarczy, że przedstawię powyższą argumentację by przekonać ich do zaprzestania ich szkodliwych działań. Dzwoniłem na oficjalny numer telefonu podany na ich stronie internetowej – to się nie udało, nikt nie odbierał. Nagrałem wiadomość z informacją i prośbą o kontakt – nikt się nie odezwał. Rozmawiałem z jedną z Pań zbierających podpisy w Opolu – oczywiście mimo mojej argumentacji pozostała nieprzekonana, a sama nie mając już argumentów, poleciła w końcu bym zadzwonił do fundacji. Kiedy powiedziałem, że ten sposób nie działa, wzięła ode mnie numer telefonu obiecując, że go przekaże wyżej i ktoś oddzwoni. Nikt nie oddzwonił. Ale chyba trudno się dziwić, żeby fundacja w swym zacietrzewieniu przejmowała się jakimś tam kolejnym psychologiem. Gdyż co ważne i przykre: temat szkodliwości wystawy nie jest dla nich nowy. Pozostają głusi na głosy licznych psychologów, a także zwykłych ludzi. A kolejne rozprawy sądowe (według informacji z Wikipedii: rozpatrywane przez sądy w Lublinie, Białymstoku, Łodzi i Opolu) zdają się tylko jeszcze bardziej zwiększać ich pewność i upór.

Czy fundacja, jej zarząd lub poszczególni członkowie uważają, że do celu można dążyć dosłownie po trupach? A uściślając: czy podpisy można zbierać wykorzystując do tego zdjęcia mogące powodować negatywne skutki dla psychiki dzieci? Czy cel uświęca środki? Czy członkowie fundacji uważają się, że z jakichś powodów posiadają specjalną pozycję, przywileje bądź możność do wartościowania liczby zdobytych głosów kosztem możliwych negatywnych następstw u dzieci? I w końcu logicznie myśląc: czy naprawdę bez tych fotografii nie uzbieraliby takiej liczby podpisów? Albo czy nie uzbierali by chociaż czterokrotnie mniej: czyli wymaganych 100 tysięcy? Ja osobiście śmiem przypuszczać, że uzbieraliby nawet więcej.

Oprócz krzywdy dzieci jest jeszcze jeden negatywny aspekt takich działań fundacji: dzieli środowisko osób sprzeciwiających się aborcji. Wiele osób popierających ogólną ideę pro-life staje w obliczu trudnej sytuacji wystąpienia przeciwko organizacji pro-life za jaką uważa się fundacja.

Wprawdzie nie robiąc sobie nadziei, ale z powyższym artykułem spróbujemy dotrzeć do fundacji, uzyskać kontakt, dostać jakąś odpowiedź, może przeprowadzić rozmowę. Jeżeli będzie jakikolwiek odzew napiszemy o tym na łamach Tygodnika Opole.

Bibliografia

Otto, M.W., Henin, A., Hirshfeld-Becker, D.R., Pollack, M.H., Biederman, J., & Rosenbaum, J.F. (2007). Posttraumatic stress disorder symptoms following media exposure to tragic events: Impact of 9/11 on children at risk for anxiety disorders. Journal of Anxiety Disorders, 21(7), 888-902

Seligman, M., Walker, E., Rosenhan, D. (2003). Psychopatologia. Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Rusiecka, B. (2006). Psychologiczne skutki percepcji Wystawy pt. Wybierz Życie, ze szczególnym uwzględnieniem jej percepcji przez dzieci. [Opinia psychologiczna]. Pobrane z: http://www.stopaborcji.pl/wystawa-wybierz-zycie/

Wojciszke, B. (2013). Psychologia Społeczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR

Strona internetowa: www.stopaborcji.pl

Obwieszczenie Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii I Telewizji z dnia 22 listopada 2013 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie kwalifikowania audycji lub innych przekazów mogących mieć negatywny wpływ na prawidłowy fizyczny, psychiczny lub moralny rozwój małoletnich oraz audycji lub innych przekazów przeznaczonych dla danej kategorii wiekowej małoletnich, stosowania wzorów symboli graficznych i formuł zapowiedzi. (2014). Opublikowane w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa, dnia 13 marca 2014r. Poz. 311. Pobrane z: http://dziennikustaw.gov.pl/DU/2014/311


Autor: Kamil Chrustowski – psycholog

Artykuł dostępny wkrótce także na blogu: www.chrustowski.pl