„Radosne”, „wesołe” „szczęśliwe Opole”, do tego słowa: „rozważnie”, „roztropnie”, „nasi eksperci”, „zaufajmy instytucjom” – to najczęstsza retoryka włodarzy miasta przy projekcie Duże Opole. Przyjrzyjmy się zatem kilku pijarowym działaniom ratusza.

“Kontrakt społeczny”, czyli Arkadiusz …z Wiśniewskim

Jak najprościej pokazać się jako człowiek otwarty na dialog, nawet gdy żadnego dialogu się nie prowadzi? To proste, należy zawrzeć „kontrakt społeczny”. To uwiarygodni nasze działania w oczach opinii publicznej. Jednak w przypadku opolskiego ratusza, to w istocie nie był żaden „kontrakt”, a już tym bardziej „społeczny”. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar nazywał to działanie jednostronnym oświadczeniem woli prezydenta. Kropka. W istocie bowiem prezydent podpisał „kontrakt społeczny”, ale …sam ze sobą. Nikt bowiem ze strony przeciwnej tego dokumentu nie podpisał. Widnieje tam jedynie podpis prezydenta Wiśniewskiego. Inaczej mówiąc podpisał go: Arkadiusz z …Wiśniewskim, co jak powszechnie wiadomo nie wyczerpuje pojęcie „kontrakt”.

To jest o tyle ważne, że w całej narracji ratusza wokół Dużego Opola, to ważny filar tej argumentacji, bowiem na nic nie powoływano się tak często, jak na „kontrakt społeczny”. Warto tu dodać, że w owym „kontrakcie” nie ma nic, czego nie nakładałaby ustawa na władze miasta zarządzające danym terytorium. Innymi słowy: włodarze miasta zobowiązali się do przestrzegania zasad, które z mocy prawa i tak muszą przestrzegać. Ot czysty pijar.

Konsultacje społeczne i żonglerka danymi

Tak zaawansowany społecznie, finansowo i politycznie proces, jakim jest zmiana granic miasta i gmin, powinny poprzedzać badania opinii społeczności lokalnej. Zadanie zlecono Instytutowi Śląskiemu (dr Danucie Berlińskiej). Wyniki przeprowadzone zgodnie ze sztuką badań socjologicznych, okazały się jednak nie po myśli władz Opola, więc …wylądowały w koszu. Nie powiodło się z Instytutem Śląskim, więc zlecono badanie opolskim socjologom z Uniwersytetu Opolskiego, a więc macierzystemu uniwersytetowi prezydenta Wiśniewskiego. Te wyniki oczywiście już potwierdziły opinię ratusza.

Szkoda, że prezydent nie wsłuchał się w głos innych badań Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Opolskiego – gdzie przeprowadzono badania dot. jakości życia w dzielnicach przyłączonych do Opola w latach 70. Pracownicy naukowi Wydziału Ekonomicznego wraz ze studentami Gospodarki Przestrzennej, przeprowadzili zakrojone na szeroką skalę badania południowych dzielnic Opola. W efekcie powstała diagnoza sytuacji w dzielnicy Grotowice i południowej części Groszowic, w tym Parku Przemysłowego Metalchem. Z opracowania wynika, że głównym problemem mieszkańców Metalchemu jest m.in. słabe skomunikowanie ich dzielnicy z centrum miasta. Mieszkańcy narzekają również na brak miejsc postojowych na obszarze Parku Przemysłowego zarówno dla samochodów osobowych, jak i ciężarowych. Z tych badań wynika również brak szerokiego zakresu usług publicznych: administracji, kultury, oświaty, opieki zdrowotnej, obsługi ludności w obrębie istniejących terenów mieszkalnych. Wyniki niezbyt pochlebne dla opolskiego ratusza.

Prezydent przekonuje, że w życiu mieszkańców okolicznych sołectw nic się nie zmieni, bo on zadba o ich dotychczasowy poziom życia. Jak to zapewne będzie wyglądało w praktyce, widać szczególnie w peryferyjnych dzielnicach miasta, które kilkadziesiąt lat temu przyłączono do Opola. Wystarczy spacer na Zakrzów, do Grotowic, Groszowic, czy po Nowej Wsi Królewskiej. Zapewnienia prezydenta są więc mało wiarygodne.

We wniosku o powiększenie Opola zobowiązano się do przeprowadzenia konsultacji społecznych w Opolu. Tu maszynka pijarowa na chwilę się zacięła. W Opolu, pomimo zaangażowania ogromnych środków: strona internetowa „Duże Opole”, spoty reklamowe, wkładka z ankietą do głosowania w NTO, ulotki, udział prezydenta w imprezach miejskich – frekwencja w konsultacjach wyniosła …6 proc., z tego tylko 3,42 proc. mieszkańców Opola opowiedziało się za poszerzeniem granic miasta, to jest dokładnie 3928 osób z 114867 opolan. Przeciw powiększeniu Opola zagłosowało, 1172 osoby. Co ciekawe oddano aż 1514 głosów nieważnych.

W podopolskich gminach także przeprowadzono konsultacje. Dla porównania – z głosów, jakie zostały oddane w samej gminie Dobrzeń Wielki – przeciwko zmianie granic administracyjnych zagłosowało 8750 osób tj., 99,7 proc. głosujących. Frekwencja wyniosła 62 proc., ale …liczona z całej liczby mieszkańców – brano bowiem pod uwagę także osoby bez czynnego prawa wyborczego, które głosować nie mogły z uwagi np. na niski wiek.

Dodatkowo, pod petycją do wojewody opolskiego o negatywne zaopiniowanie wniosku rady miasta, podpisało się ponad 5200 osób. Wojewoda Adrian Czubak w swojej opinii do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji stwierdził m.in., że …wśród Opolan jest duże wsparcie dla pomysłu (czytaj 70 proc. z …aż 6 proc. biorących udział w konsultacjach) i relatywnie średnie zainteresowanie gmin ościennych (czytaj frekwencja około 60 proc., z czego 99,7 było przeciw pomysłowi poszerzenia granic Opola). Manipulacja? Skądże – pijar po opolsku.

…ale po co całe gminy

Powstaje pytanie: dlaczego nie zdecydowano się na przejęcie całych gmin? Przecież połączenie gmin to dodatkowe wysokie subwencje rządowe przez wiele lat. Sprawa jest banalnie prosta. Gminy okalające miasto to w sumie ponad 65 tys. ludzi. Przyłączenie na siłę kilkudziesięciu tysięcy wyborców, niechętnych obecnym włodarzom miasta, to nie tylko przegrana w kolejnych wyborach, ale i koniec kariery politycznej, czy samorządowej w tym mieście. Wybrano więc wariant bezpieczny: 10 tys. ludzi, z tego 7-8 tys. z czynnym prawem wyborczym. Więc nawet ten niechętny i silnie zmobilizowany elektorat nie zburzy politycznej układanki w mieście i nie zagrozi posadom w ratuszu.

…nic się przecież nie zmieni

Na konferencji prasowej (26.07 ) prezydent Wiśniewski wraz z Mirosławem Pietruchą przedstawili zasady włączania nowych mieszkańców w granice „nowego Opola”, co można streścić: „nic się nie zmieni w życiu tych ludzi, będą mieli te same domy, tych samych sąsiadów”, a do tego: „będą do was jeździć autobusy MZK, a dokumentów nie musicie wymieniać”, a więc radość wielka.

Wystarczy jednak przytomnie zeskrobać ten cienki pijarowy lakier, by zobaczyć ile problemów czeka nowych mieszkańców miasta. Zmiana adresu powoduje przecież liczne obowiązki dla mieszkańców przyłączanych sołectw. Wymiana dokumentów i konieczność zgłaszania w szeregu instytucji nowych danych jest kłopotliwa, czasochłonna i nie rzadko kosztowna. Zmiana adresu zamieszkania nakłada obligatoryjny nakaz poinformowania: urzędu skarbowego, ZUS, firmy ubezpieczeniowej, banku, operatora sieci telefonicznych. Zmianie ulegną również zapisy w księgach wieczystych, dokumentach własności domu/mieszkania/działki itp.

Osoby prowadzące własną działalność gospodarczą muszą dokonać zmian wpisu w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), wymienić dokumenty, w których podaje się siedzibę firmy. Oczywistym jest również wymiana pieczątek, pozwoleń, wizytówek, folderów reklamowych, ulotek, banerów itd.

Oczywistym wydaje się też wymiana dowodu rejestracyjnego – jest w nim podany nie tylko adres właściciela pojazdu, który przecież ulegnie zmianie, ale też numer rejestracyjny. Zmianie ulega powiat, a zatem zmienią się i numery rejestracyjne.

Wyraźnie więc widać, że dopiero teraz w ratuszu rozpoczyna się pospieszne poszukiwanie rozwiązań, bo obecne nie doganiają świata.

…wystarczy zgasić światło, czyli o słowo o demografii

Najważniejszym argumentem za poszerzeniem granic miasta wg ratusza, jest dramatyczna sytuacja demograficzna Opola. Głównym argumentem jest teza Wiśniewskiego, że “Opole za 20 lat stanie się miastem 90 tys. (dziś 120 tys.), więc po co komu takie małe miasto wojewódzkie”. Watro zauważyć, że przyłączane gminy to 10 tys. mieszkańców, więc nie zmieni to znacząco potencjału demograficznego Opola, a manewr ten nie będzie miał wielkiego wpływu na zatrzymanie depopulacji miasta. Co prawda prezydent Wiśniewski ma błyskotliwą radę na uzdrowienie problemu demograficznego Opola: „trzeba zgasić światło”, ale zostawmy pomysły prezydenta na chwilę na boku, warto bowiem się tu zatrzymać i zadać pytanie: w jaki sposób przyłączenie okolicznych gmin do Opola z 10 tysiącami ludzi – spowoduje wzrost potencjału demograficznego całego województwa? W jaki sposób przełożenie pieniędzy w portfelu z jednej kieszonki do drugiej, powoduje zwiększenie ilości pieniądza w portfelu?

Nie trzeba przenikliwego umysłu, by przewidzieć, że tak znaczne osłabienie okolicznych sołectw spowoduje konieczność wyjazdu za granicę tysięcy osób z tych podopolskich gmin, więc de facto spowoduje to osłabienie demograficzne województwa.

Prezydent peroruje, że „tylko duże, silne Opole zatrzyma studentów w regionie” i to właśnie zwiększy demograficzny potencjał miasta. Argument zupełnie oderwany od realiów krajowych. Powód, dla którego młodzi ludzie wyjeżdżają z kraju, leży zupełnie w innej krainie niż miejska polityka “wzrostu potencjału demograficznego”. Przede wszystkim wysokie koszty pracy dla małych firm, bariery biurokratyczne, skomplikowane i nieprzyjazne prawo, obciążenia fiskalne – wypychają młodych za granicę kraju.

Mniejszość niemiecka – samo zło

Wiadomo, że mniejszość niemiecka to ulubiony temat Patryka Jakiego. Równie ochoczo posługiwano się tym tematem w budowie narracji ratusza: „to liderzy mniejszości niemieckiej podburzają ludzi walcząc o swoje stołki”. Kula w płot. W całej gminie Dobrzeń Wielki liczba osób, przyznających się do tożsamości niemieckiej to około 850 osób na 14 tys. mieszkańców gminy, co stanowi zaledwie 6 proc. mieszkańców. To, że wybrano wójta z mniejszości, świadczy wyłącznie o tym, że wybrali go nie tylko Niemcy, ale przede wszystkim Polacy.

Opolskie to region, gdzie wiele powojennych pokoleń nauczyło się codziennej współpracy. Uczyli się tego zarówno Polacy, Niemcy i Ślązacy. Ta udana dotąd próba zjednoczenia różnych narodów i społeczności obecnie przechodzi ciężką próbę. Wystarczy poczytać fora internetowe. Warto tu też zadać prezydentowi pytanie: skąd zamierza ściągnąć owych mitycznych inwestorów, jak nie z Niemiec i jak będzie patrzeć w oczy włodarzom niemieckich miast partnerskich Opola: Poczdamu, Ingolstad, Mülheim, po tylu niechętnych mniejszości głosach? Jeśli w ogóle w ratuszu mają to w optyce, to z pewnością coś wymyślą. Oczywiście będzie pijarowo.