Internet jest pełen obrazków pokazujących przybijanie gwoździa telefonem pewnej podobno bardzo trwałej marki, zamiatanie kurzu szczotką z pociętej butelki PET wprost na szufelkę ze zgrabnie wyciętej szyjki tejże butelki, trzymanie książki kucharskiej otwartej dzięki wieszakowi do bielizny, itp. Każde narzędzie może być wykorzystywane do innych celów niż pierwotnie zamierzone, nawet bardzo odległych – jak kij baseballowy czy wsuwka do włosów w niepowołanych rękach. Także konsultacje społeczne – narzędzie demokratyczne – mogą zostać wykorzystane do stłamszenia demokracji.

SPOŁECZEŃSTWO W DZIEŻY WŁADZ

Konsultacje społeczne mają pomóc znaleźć najlepsze rozwiązanie problemu oraz poprawić jakości decyzji i legislacji, podnosząc jakość życia społeczności. Powinny odbywać się z poszanowaniem zasad: dobrej wiary, powszechności, przejrzystości, responsywności, koordynacji, przewidywalności, poszanowania dobra ogólnego i interesu publicznego. Powinny wyprzedzać wszelkie wydatki i konflikty.

O trasie średnicowej i pełnej obwodnicy południowej zarówno MZD, jak i społecznicy wiedzą, że to trasy niezasadne i szkodliwe. Ale to w rękach władz spoczywa narzędzie umożliwiające ulepienie umysłów nieprzekonanych, rozbudzenie popytu na daną trasę u tych, którym normalnie by na niej nie zależało, a nawet zutylizowanie głosów przeciwników. Konsultacje społeczne. Narzędzie doskonałe.

CO UŚWIĘCI ŚRODKI, SKORO CELU BRAK?

Mimo że Ratusz od początku wielokrotnie zmieniał zestaw przyczyn, dla których trasa średnicowa (ta w wersji rzekomo lokalnej przez Pasiekę) miałaby powstać, uszło to uwadze ogółu. Raz chodziło o przeprawę, innym razem o rozładowanie korków, natomiast kiedy się okazało, że już na wstępie na ul. Piastowskiej rozładowanie natężenia ruchu nastąpi najwyżej o 3%, a zachodni odcinek Niemodlińskiej będzie wręcz doładowany, to zdecydowano się rzucić nam asa z wozami ratowniczymi. Kiedy jednak w śledztwie społecznym okazało się, że nawet największe wozy strażackie mieszczą się pod spornym wiaduktem i trasa średnicowa tylko utrudniłaby akcje, przebito to wszystko jockerem w postaci czołgów, które pilnie muszą być przetaczane akurat przez Park Nadodrzański.

Takie właśnie trasy: nie tylko pozbawione wartości, ale wręcz pozbawiające wartości, oderwane od Krajowej Polityki Miejskiej, poddano konsultacjom społecznym celem udowodnienia, że dla absolutnie każdego produktu można sztucznie stworzyć popyt. Tylko trzeba mieć narzędzie.

KONSULTOWAĆ NA PRAWO I NA LEWO

W momencie przeprowadzenia rzeczonych konsultacji 25 października 2015 r., w Opolu obowiązywał bardzo lakoniczny zestaw Zasad przeprowadzania konsultacji społecznych, ale istniały dobre praktyki opracowane w innych miastach oraz Wytyczne Ministra Administracji i Cyfryzacji. Został specjalnie sporządzony Regulamin głosowania, a w nim §8 omawiający, jaki głos będzie uznany za ważny (wielu uczestników zapoznało się z nim i uwierzyło). Obowiązywała też Konstytucja RP, a w niej pierwszy od góry, najważniejszy zapis: Art. 1. Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.

 Brak zgodności z tymi zasadami i artykułami oraz wykorzystanie konsultacji do osiągnięcia ukrytych celów rozpoczęły litanię zarzutów, które otrzymał na biurko pan prezydent. Zbyt późno wszedł w procedurę konsultowania – kiedy społeczeństwo poniosło już poważne wydatki, a nie zostało wstępnie wysłuchane, czy w ogóle sobie w tym miejscu życzy jakiejkolwiek trasy. Zaangażowana została Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, która w tym czasie mogłaby się zająć prawdziwymi problemami ochrony środowiska. Ruszyła bezlitosna tuba propagandowa.

SAGA BURŻUJÓW Z PASIEKI

Decyzją na temat asfaltowej wstęgi bezpowrotnie niszczącej i narażającej walory ważne dla wszystkich Polaków, a nawet dla Europejczyków, miała się „zająć” wąska grupa mieszkańców Pasieki. Bo to tylko oni zostali uznani formalnie za stronę w sporze o Zielone Płuca Opola, o jedyne duże zadrzewione tereny rekreacyjne miasta, o spuściznę kilku kultur mogącą skrywać pod ziemią pamiątki historii od VIII w. – czyli porównywalnej ze spuścizną Krakowa i Gniezna, o infrastrukturę odnowioną z funduszy UE, o bulwary spacerowe tak drogie Artystom, Gościom i Widzom Festiwalu Opolskiego, osobom przyjeżdżającym z całej Polski i innych krajów i kierującym pierwsze swe kroki na Pasiekę i na Bolko, studentom i zwykłym mieszkańcom Opola udręczonym nadmiarem spalin i ciągłym hałasem ruchu drogowego. Jak bardzo pozwolono im się „zająć” wyspą, można prześledzić w tabeli decyzji RDOŚ.

Stowarzyszenia zostały potraktowane wybiórczo. Kolej, RZGW, Konserwator Zabytków – wszyscy mieli zostać włączeni w proces opiniowania najpóźniej jak się da. Autorytety były dobrane selektywnie. Nie było mowy o włączeniu w debatę socjologów, antropologów czy psychologów transportu, a to oni mają wiedzę zasadniczą o tym, dla jakich celów powstały miasta i jak powinny być urządzone, żeby sprostać podstawowym ludzkim potrzebom. Kwestia przesunięcia przeprawy na południe nigdy nie była poważnie brana pod uwagę, a teraz, gdy nawarstwiły się konflikty z gminami ościennymi i nie wiadomo, dokąd docelowo będzie sięgać Wielkie Opole, trudno sobie wyobrazić wspólne rozmowy i ustępstwa. Nawet jednak firmy Metalchemu muszą być na słabszej pozycji niż tajemniczy lobbysta, w przeciwnym razie już by miały dogodną lokalną przeprawę u siebie i temat „niezbędności” autostrad miejskich zwanych trasą średnicową i obwodnicą południową rozwiązałby się sam.

Władzom nie przyszło więc do głowy objąć procesem decyzyjnym wszystkich właścicieli unikalnego dobra, jakim jest Pasieka (czyli wszystkich obywateli RP), ani osób kompetentnych mogących postawić jej wartość wyżej w hierarchii niż bitumiczną zachciankę lobbysty. Nie ma mowy nawet o całej Pasiece: wyselekcjonowano absolutne minimum mieszkańców kilku najbliższych ulic wynikające z przepisów szczegółowych i od niechcenia wywieszono im parę ogłoszeń w tak „godnych” lokalizacjach jak śmietniki i latarnie. Największe szanse doinformowania miały więc ulicznice. Mieszkańcom Piastowskiej rekomendowano zwrócenie się przeciwko sąsiadom z Powstańców Śląskich.

Gdyby tragikomizmu było za mało, do mediów i Internetu wypuszczono przekaz, że oto wąska grupa mieszkańców Pasieki śmie rozporządzać „problemami” komunikacyjnymi mieszkańców całego Opola, a nawet gmin ościennych. I tak to, będąc trwale bezrobotnym z osiedla AK, szukającym na własną rękę informacji i sposobów na skuteczne wyrażenie sprzeciwu wobec dewastacji wyspy, można było za darmo zostać „burżujem z Pasieki”. Nic tylko czekać zsyłki na Sybir.

Podzieliwszy opolan według jakże ambitnego klucza – dzielnicy, w której mieszkają – postraszono każdą z dzielnic inną z tras i przedstawiono tę drugą jako remedium. Mimo że już wtedy władze miasta nie ukrywały, że zamierzają poprowadzić obie. Ludzie mieli uwierzyć w niepisaną famę, że władzom rzekomo starczy pieniędzy tylko na tę trasę, która zostanie wytypowana do realizacji jako pierwsza. Brat przeciwko bratu miał decydować, żeby to tamtemu najpierw rozkopano ogródek, a potem jakoś to będzie. Niestety, zaciągnięcie kredytu na trasę piastowską i rabunkowe powiększenie Opola przez synergię Prezydenta i Rady Miasta pokazuje, że środki na drogi władze znajdą zawsze.

GŁOSOWANIE W CIEMNO

Tak wstępnie spreparowanemu agregatowi społecznemu przedstawiono obszerną, pełną braków i sprzeczności dokumentację z minimalnym czasem na zapoznanie się. Bezrobotnemu było ciężko dotrzymać terminów, co dopiero osobie pracującej z liczną rodziną. Z dokumentów, rozprawy administracyjnej, wypowiedzi medialnych, ulotek, stron itp. wynikała mnogość wersji, w których nie było dwóch identycznych zestawów parametrów trasy. Każdy mógł uwierzyć w taki zestaw, który mu się najbardziej spodobał.

W czasie gdy pan prezydent spotykał się z dzielnicami (znów podkreślam ten podział według terytorialnego klucza), po cichutku zasiadła komisja RKOOŚ i zmieniła preferowany wariant. Pan prezydent nawet po konsultacjach nie był skory odpowiedzieć, jaki wariant trasy średnicowej był tymże konsultacjom poddany. Przeprojektowanie jednego skrzyżowania z ul. Powstańców Śląskich zmieniło praktycznie wszystko: od propagacji zanieczyszczeń i hałasu poprzez koszt budowy aż po możliwe wykorzystania tej trasy i łatwość, z jaką będzie można kiedyś podnieść jej klasę – czyli zepsuć układ komunikacyjny centrum. Ludzie nie wiedzieli, na co wyrażają przyzwolenie, choć wydawało im się, że wiedzą.

KOT W WORKU KUPUJE KOTA W WORKU

Zamiast oprzeć się na przyjętych w wyborach parlamentarnych metodom weryfikacji danych uczestnika konsultacji i zachowania tajności, umożliwiono stosunkowo łatwe wykorzystanie czyjejś tożsamości i utrudniono ukrycie przed władzami, że nie pragnie się trasy średnicowej albo obwodnicy południowej, albo żadnej z nich.

Niczym na starożytnej arenie, opolanie mieli do wyboru: albo pokonać innego gladiatora, albo samemu zginąć. Nie wiedzieli zresztą, że kciuk w dół powędruje i dla zwyciężonych, i dla zwycięzców. Ratusz uniknął dyskusji nad jakimikolwiek innymi rozwiązaniami problemów komunikacyjnych, zwłaszcza metodami przyczynowymi. Mowa o problemach, których by nie było, gdyby stosowano właściwą organizację ruchu i wspierano odpowiedzialne wybory komunikacyjne. Dodatkowo, metonimicznie pomieszano pojęcia dróg i przepraw. Żeby mieć punktową przeprawę nad naturalną barierą przestrzenną rzeki, musieliśmy ją kupić w sprzedaży wiązanej z wieloma kilometrami sztucznej bariery przestrzennej.

ZWABIENI CELEM POŻARCIA

Treść pytań długo pozostawała nieznana, a dostęp do materiałów (wzajemnie sprzecznych i już wtedy nieaktualnych) okrężny. Chyba że za materiał uznać tendencyjną ulotkę, która wielkim drukiem eksponowała niedoszacowaną kwotę trasy średnicowej i wyolbrzymioną kwotę obwodnicy, albo strony internetowe, na których społeczników traktowano obcesowo (w tym czasie zostałam wykluczona nawet z korzystania ze strony Rady Dzielnic Szczepanowice i Wójtowa Wieś; przyczyn nie poznałam po dziś dzień).

Podczas gdy potrzebne było badanie jakościowe, zdecydowano się na badanie ilościowe. Wybrano metodę konsultacji opartą na pytaniach zamkniętych, w których każda odpowiedź na starannie spreparowane pytania była na rękę władzom. Nie na rękę była im tylko jedna konfiguracja: „Nie dla średnicowej, nie dla obwodnicy, żadna jako pierwsza”. Taka właśnie konfiguracja została jednak uznana już po głosowaniu za nieważną, mimo że zgodnie z Regulaminem i zasadami logiki, była to odpowiedź formalnie prawidłowa. To właśnie z intencją udzielenia takiej odpowiedzi społecznicy zadawali sobie trud podejścia do drugiej urny.

manipulacja w konsultacjach

Tak się zatem dziwnie złożyło, że aż ponad 12 procent głosów uznano za nieważne. Przypomnijmy: złożono 23.445 kart lub głosów elektronicznych, z czego aż 2.863 odpadły. Nie wyjaśniono nawet po pisemnym zapytaniu, jaki odsetek odrzuconych kart to była owa niewygodna władzom konfiguracja prawidłowych odpowiedzi.

Frekwencję przedstawiono jako sukces, mimo że zaledwie co drugi uczestnik jednoczesnych wyborów parlamentarnych zdecydował się przejść do pokoju konsultacji. Mniej niż co czwarty uprawniony. I mimo że sztucznie napędzono tę frekwencję, dając złudzenie osobom zamierzającym zaprotestować wobec wszelkich zbędnych dróg, że ich głos zostanie uznany. Przy tak słabej frekwencji i tylu kartach uznanych za nieważne, przyzwoitość nakazywałaby anulować konsultacje, uderzyć się w pierś i pokryć zmarnowane koszty z własnej kieszeni. Ale takie rzeczy to nie w Opolu.

Podczas gdy dobre karty unieszkodliwiano, były też (prawdopodobnie bardzo liczne) karty uznane za ważne, mimo że miały wewnętrzną niespójność i wykazywały, że głosujący może nie do końca rozumieć konsekwencji swojego głosu. Jeśli ktoś nie chciał jednej z tras, ale chciał drugiej, a w trzecim pytaniu wskazał, która ma powstać jako pierwsza, automatycznie godził się, że ta druga też ma powstać, tylko nieco później. Pan prezydent jednak nie przychylił się do wniosku, żeby pod kątem zdrowej logiki na nowo zliczyć głosy ważne i nieważne. A to by dało diametralnie inne rezultaty procentowe.

konsultacje komentarz

Nie dziwota, że nie każdy pamiętał o logice przy wypełnianiu kart. W Internecie i wśród znajomych znaleźli się świadkowie, którzy narzekali na stronniczość urzędników wydających karty. Urzędnikowi w moim okręgu można by zarzucić, że ślepo wierzył tendencyjnej ulotce i nie wiedział, który wariant był tym wiążącym. Nie było przy urnach niezależnych obserwatorów.

WSZYSTKO ZGODNIE ZE SCENARIUSZEM

Konsultacje, w odróżnieniu od referendów, nie mają mocy prawnej. Jednakże mają moc uderzania po kieszeniach podatnika. Tu zdecydowano się uznać je za wiążące, bo wyniki udało się ponaciągać aż do pułapów 82% dla trasy średnicowej i 90% dla obwodnicy. Oczywiście z pierwszeństwem dla trasy, która uderzy w historyczne centrum miasta. Pan prezydent chełpi się przy każdej okazji tak „dobrymi” wynikami, a RDOŚ, mimo że teoretycznie traktuje konsultacje jako niewiążące, opiera swą wiedzę na temat konfliktu społecznego właśnie na nich oraz na tendencyjnej rozprawie administracyjnej i wymianie korespondencji z wciąż niepokonanymi „burżujami z Pasieki”.

Pan prezydent został upomniany, że w procesie konsultowania tras złamał prawie wszystkie zasady dobrych konsultacji społecznych, nie wyłączając Konstytucji RP i własnego Regulaminu. Gdyby te wszystkie aberracje były dziełem przypadku, odpowiedziałby na wezwanie do unieważnienia konsultacji w sposób zgoła odmienny od zaprezentowanego:

[wezwanie]

wezwanie 1

[Odpowiedź Urzędu Miasta]

odpowiedz miasta

BITUMICZNE HORYZONTY

Kiedy już trasa średnicowa okaże się nieskuteczna, będzie pretekst do zbudowania obwodnicy. Po czym dobuduje się przeprawę na Metalchemie, ale nie po to, żeby spiąć dwa brzegi rzeki, jak należy, tylko po to, żeby do niej doczepić obwodnicę wschodnią aż do Maliny. Trasa średnicowa będzie prawdopodobnie rosła i wzdłuż, i wszerz, od ul. Niemodlińskiej do Gosławickiej, aż stanie się zbliżona do tej wynikającej ze Studium uwarunkowań z roku 2010 i stworzy konkurencję dla obwodnicy. Z tą różnicą, że będzie miała jeszcze bardziej wyprostowany przebieg, przez nasze Zielone Płuca i okolice Dworca Głównego.

To będzie dopiero wstęp do zalewania asfaltem miasta, bo przecież trzeba poszerzyć wszystkie arterie do standardów toru F1, po czym obsłużyć komunikacyjnie sołectwa siłowo wcielone do Opola. Kto się na to nie godzi, niech zostawi wszystko i tak, jak stoi, podejmie walkę. Tym, co trzyma właśnie w ręce: łyżką, ścierką, pewną marką telefonu o reputacji niezniszczalności. Bo w walce o wolność i godność usankcjonowane będzie każde narzędzie.