Rozwój, inwestycja, nowoczesność, demokracja, samorządność – to ulubione słowa prezydenta Wiśniewskiego, odmieniane przez wszystkie przypadki mają zapewne oczarować Opolan. Z łatwością jednak można dostrzec, że za tymi słowami rozpościera się wielki hangar pustki i głuchego echa.

Dobre praktyki samorządowe polegają na tym, że najpierw przedstawia się mieszkańcom zarys jakiegoś projektu inwestycyjnego, zbiera informacje zwrotne, przeprowadza się konsultacje społeczne, zaprasza strony do wspólnego opracowania optymalnego rozwiązania, następnie uzyskuje się decyzję środowiskową, opracowuje projekt racjonalnie wydając publiczny pieniądz i dopiero wtedy przechodzi się do fazy realizacji projektu. Do tego, zachowuje się transparentność każdego z tych etapów.

A jak to wygląda w Opolu? Ratusz najpierw robi projekt za duże pieniądze, potem po cichu chowa go gdzieś w przepastnościach Internetu, nie informując zbyt głośno w mediach o pomyśle i terminach realizacji (być może mieszkańcy nie zorientują się i terminy odwołań miną). Następnie Ratusz rozpoczyna realizację projektu nie mając nawet ostatecznej zgody środowiskowej, a kiedy ktoś mówi: panie prezydencie, tu są liczne błędy, ten projekt to działanie nieracjonalne – to Ratusz wkracza w ostatni etap: zakrzyczeć, zakłamać i zantagonizować mieszkańców miasta, licząc na to, że pijarem przeforsuje siłowo swój projekt.

Prezydent szafuje słowem demokracja i samorządność, ale nie spotyka się w merytorycznej debacie z mieszkańcami, którzy się z nim nie zgadzają. Nie ma odwagi na taką konfrontację, boi się także konsultacji społecznych. Słowem: realizowana jest toporna siłowa polityka. Kiedy ktoś wytyka mu błędy, prezydent przyjmuje retorykę: winni są ekolodzy. Prawda jednak jest taka, że prezydent, nie tylko nie potrafi przyznać się do błędu, ale nie potrafi też poprawnie przygotować dokumentacji, nie potrafi dobrze dobrać współpracowników. Symptomatyczna jest tu wypowiedź nowej pani wiceprezydent, opisująca nową inwestycję miasta: hałas i spaliny schowają się pod ziemię. Przytaczam to żartobliwie, jako symbol oderwania od rzeczywistości, ignorujący nawet zjawiska fizyczne.

FACEBOOKOWE ŻALE WIŚNIEWSKIEGO
Rzecz bez precedensu. Prezydent wojewódzkiego miasta żali się mieszkańcom na facebooku, że nie może realizować swojej inwestycji, “bo jest taki człowiek w mieście, który blokuje mu każdą inwestycję”. Jest nim Tomasz Wollny – lider Stowarzyszenia Technologii Ekologicznych Silesia, który szczegółowo przygląda się pomysłom Ratusza, wypełniając po prostu statutowe obowiązki swojego Stowarzyszenia dbającego o środowisko i ekologię. On w przeciwieństwie do prezydenta Wiśniewskiego, nie ma problemu z konfrontowaniem swojego stanowiska ze zdaniem mieszkańców Opola. Na kolejnym już spotkaniu (tym razem w Bibliotece Miejskiej) rozprawił się w trzy kwadranse z projektem Ratusza, wykazując błędy projektu i nieracjonalność tego przedsięwzięcia.

Na spotkanie (7 marca) zaproszono także przedstawicieli: Ratusza, MZD i wojewody. Przyszedł jedynie radny Gambiec, ale z własnej woli i obywatelskiego zainteresowania tematem. Dyr. Bahryj nie przyszedł na spotkanie, „bo jest na zwolnieniu lekarskim”. Sprawdziliśmy, nie był. Nie miał odwagi na bezpośrednią konfrontację swoich pomysłów inwestycyjnych z argumentami Opolan. Wiśniewski stosuje dokładnie tę samą strategię. Boi się bezpośredniej konfrontacji, bo wie, że jego „prorozwojowe i proinwestycyjne pomysły” nie utrzymają się w zderzeniu z dobrze przygotowanymi do rozmowy mieszkańcami. Wybiera więc wariant bezpieczny, czyli facebooka, gdzie żali się mieszkańcom, jak to on – tak prorozwojowy prezydent – nie może realizować swoich rozwojowych inwestycji w mieście, bo grupa „ekotalibów” z Tomaszem Wollnym na czele, blokują mu każdą inwestycję.

Takie zachowanie Wiśniewskiego, obniżające prestiż naszego miasta, obnaża skalę bezradności i słabości prezydenta. Przyjrzyjmy się temu dokładniej, bo to pokazuje stały mechanizm narracji Ratusza.

Zarzut nr 1. Ekolodzy chcieli zablokować budowę żłobka.
Każdy przyzna, żłobki są potrzebne. Zajrzyjmy jednak głębiej. Ekolodzy oprotestowali miejsce budowy żłobka przy ulicy Górnej, bo po pierwsze miał być wybudowany na jakimś nieustalonym toksykologicznie podłożu, a po drugie – kilkaset metrów dalej jest spalarnia medyczna i przy niekorzystnym wietrze może zagrażać to maluchom.

Zarzut nr 2. Blokowanie Elektrowni Opole.
Zarzuca ekologom blokowanie w 2010 roku rozbudowy Elektrowni Opole, ale to dzięki nim w wyrobisku Groszowice i Odra II, nie składuje się popiołów lotnych z systemu oczyszczania spalin. Dzięki tym „ekotalibom” Elektrownia Opole emituje o połowę mniej tlenków azotu i siarki niż przewiduje to rygorystyczna dyrektywa dla dużych instalacji spalania (IED), czyli zamiast 200 mg NO/m³, tylko 100 mg.

Zarzut nr 3. Stracimy 30 mln euro dofinansowania.
Nie dlatego, że ekolodzy „wszystko blokują”, tylko dlatego, że Ratusz nie potrafi przygotować rzetelnie i poprawnie dokumentacji. Do tego ignoruje dobre obyczaje samorządowe i wykazuje się niekompetencją i niegospodarnością.

TARTAK OPOLE I CENTRUM PRZESIADKOWE
W okolicach Dworca Wschodniego wycięto już setki drzew pod tę inwestycję, choć Ratusz nie ma przecież jeszcze ostatecznej zgody na jej realizację, bo procedura odwoławcza toczy się w Warszawie i wszystko wskazuje na to, że i tym razem nie zyska poparcia GDOŚ (Główna Dyrekcja Ochrony Środowiska). Skala błędów i uchybień jest tak duża, że przekreśla to praktycznie całą inwestycję. Tak więc publiczne pieniądze Opolan, wydane na projektowanie pomysłów Ratusza, zostaną wyrzucone w błoto, a wycięte drzewa trudno błędzie zastąpić nowymi (jeśli w ogóle jest taki zamiar). Zresztą sam Ratusz nie wie, ile tych drzew ma być ostatecznie wyciętych, bo ich liczba wzrasta w każdej aktualizacji projektu.

Wojewoda Adrian Czubak wydał w październiku 2017 roku decyzję ZRID (czyli Zgodę na Realizację Inwestycji Drogowej) nie czekając na ostateczną wersję decyzji środowiskowej. Innymi słowy, żeby cokolwiek budować w mieście trzeba mieć zgodę instytucji zajmującej się środowiskiem. ZRID mający wymiar natychmiastowej wykonalności, nie może mieć tu zastosowania, bo decyzja środowiskowa nie jest jeszcze ostateczna, czyli nie zakończyła się procedura odwoławcza. Wszystko bowiem wskazuje na to, że tej inwestycji nie będzie. Nie będzie także trasy średnicowej (bo jest niezgodna z prawem o transporcie kolejowym), nie będzie też Centrum przesiadkowego, bo stężenie błędów w tej inwestycji przekracza poziom pozwalający na jej realizację. Dla przykładu: w centrum przesiadkowym nowo wybudowane buspasy nie pozwalają na korzystanie autobusom z …centrum przesiadkowego, bo po prostu je omijają.

Kolejny przykład: dziś kierowcy jadący Oleską w kierunku Kluczborka stoją na jednych światłach. Po realizacji tej inwestycji będą stać na czterech światłach. Inwestycja ma być proekologiczna, a zwiększa przepustowość aut z 20 tys do 41 tys. dziennie przez ulicę Nysy Łużyckiej, czyli wprowadza ruch jak na autostradzie A4, zaledwie 900 metrów do rynku. Ciekawa koncepcja: autostrada w ścisłym centrum Opola.

BEZRADNY JAK WIŚNIEWSKI
Dlaczego prezydent Wiśniewski uderza w Tomasza Wollnego? Bo już wie, że inwestycje, które firmował własną twarzą, przez swoją nieudolność nie będą mogły być zrealizowane i kogoś trzeba będzie za to przed mieszkańcami obwinić. Przecież nikt w Ratuszu do błędu się nie przyzna, a już z pewnością nie prezydent Wiśniewski. Fakty jednak są takie, że Ratusz nie przygotował dobrze żadnej z tych inwestycji, a skala błędów stawia pod znakiem zapytania kompetencje nie tylko „specjalistów z Ratusza”, ale i prezydenta w ocenie i promowaniu projektów za publiczne pieniądze.

Obecnie Ratusz poprosił o odroczenie decyzji środowiskowej do listopada tego roku, bo negatywna decyzja środowiskowa GDOŚ byłaby obciążeniem Wiśniewskiego tuż przed wyborami. W Ratuszu po prostu wiedzą, że inwestycje nie przejdą, stąd uderzenie w ekologa Tomka Wollnego.

Tym razem jednak prezydentowi nie uda się przekonać mieszkańców do narracji, że to ekolodzy są winni zastopowaniu inwestycji. Winny jest prezydent i jego arogancja, nieliczenie się z mieszkańcami i jego niegospodarność, wydawanie dużych pieniędzy na projekty, który pójdą do kosza. Nawet pijarowo przerasta to już prezydenta Wiśniewskiego, do tego nie ma poparcia żadnej liczącej się siły politycznej, ze wszystkimi jest zantagonizowany. Brakuje mu dziś Jakiego i Pietruchy. Zostaje więc tylko 8 tys. polubień na facebooku i toporny pijar.

[edit]

Źródło: zdjęcie tytułowe z facebooka.