Dlaczego opolanie są religijni i co to ma wspólnego z Eskimosami? Czyli religijność okiem psychologii ewolucyjnej.

Jesteśmy po Światowych Dniach Młodzieży i wizycie papieża Franciszka w naszym kraju. Również w naszym województwie gościliśmy pielgrzymów z przeróżnych części świata. To świetna okazja by podjąć temat religijności. O tyle również warto, że diecezja opolska zaskakuje tym, iż wyróżnia się w statystykach kościelnych dotyczących niedzielnych praktyk religijnych. Jeżeli chodzi o dominicantes – czyli odsetek wiernych przybyłych na niedzielną mszę świętą, to dla Opolszczyzny wynosi on 47% (przy średniej kraju 39,1%). Natomiast jeżeli chodzi o communicantes – czyli odsetek wiernych przystępujących do Komunii Świętej, to z wynikiem 21,1% diecezja opolska plasuje się na drugim miejscu w kraju (średnia 16,3), ustępując tylko diecezji tarnowskiej (dane z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, Dominicantes 2014). Pytanie: „skąd taka religijność diecezjan opolskich?”, potraktowałbym jednak tylko jako przyczynek do dyskusji na wyższym stopniu ogólności: skąd religijność w ogóle? Dlaczego ludzie wierzą w Boga? Czy to się opłaca? A może raczej jest niepotrzebnym dziwactwem noszącym znamiona zaburzenia, czy choroby psychicznej, aniżeli jakiejkolwiek logiki i racjonalności? To ostatnie pytanie jest suponowane przez niektórych, w tym niektórych ludzi nauki – profesorów akademickich, psychologów, fizyków, naukowców – słowem: osób, których o brak zdolności intelektualnych trudno podejrzewać. Jedną z bardziej znanych takich postaci jest np. Richard Dawkins autor książki The God Delusion (Bóg urojony, 2007) – która stała się bestsellerem popularnym na cały świat. Czy za takim wnioskiem (Bóg = urojenie) kryją się jakieś solidne argumenty?

W swoistego rodzaju „trylogii” artykułów, których część pierwszą Szanowny Czytelnik właśnie czyta, spróbujemy wejść w polemikę z powyższymi tezami. A wykorzystane zostanie do tego między innymi te same narzędzia, które próbuje wykorzystywać Dawkins: ewolucjonizm i psychologia, czyli w pakiecie: psychologia ewolucyjna.

W części 1 – mały przegląd wierzeń i religii wraz z zaskakującymi porównaniami (np. Jezusa do wiatru Eskimosów) – by mieć materiał bazowy. Część 2 – przegląd koncepcji psychologicznych oraz wyników badaniach – w poszukiwaniu sensowności i przydatności religijności. W części 3 – próba odpowiedzi na pytanie o przyszłość religii w życiu człowieka.

Zanim ktoś zrazi się jakimś fragmentem – i np. poleci moją duszę egzorcyście (albo na odwrót: psychiatrom walczącym z urojeniami) – polecam dotrwać do końca trylogii. Zwrotów akcji nie zabraknie. Zaczynamy….

Na początek sięgniemy do źródła i swoistego rodzaju początków religijności, czyli wierzeń pierwotnych….

Tyłek na wiatr i tym podobna wiara…

Robert Wright (2010) w książce Ewolucja Boga opisuje przykład Czukczów, rdzennych mieszkańców Syberii – swoistego rodzaju Eskimosów, którzy mają swój szczególny sposób na łagodzenie uciążliwych porywów wiatru. Mężczyzna zwraca się do wiatru ze śpiewną intonacją: „Zachodni Wietrze, popatrz tutaj! Spojrzyj na moje pośladki. Damy ci trochę tłuszczu. Przestań wiać!”. Wymawiający to zaklęcie mężczyzna ma spuszczone spodnie i wystawia gołe pośladki w stronę wiatru. Przy każdym słowie klaszcze w ręce. Czy to dziwne? Zważywszy, że Czukczowie wierzą, iż kamienie i kije mają duszę, to czemu nie miałby jej mieć wiatr?

Według Klamatów (indiańskich łowców-zbieraczy zamieszkujących na terytorium dzisiejszego Oregonu) zachodni wiatr zsyła cierpiąca na wzdęcia karlica nosząca suknię ze skóry jelenia, a chmury zasłaniające księżyc to Muash – południowy wiatr, który stara się zabić księżyc, który i tak zawsze zmartwychwstaje. Według Haidów (rdzenni Amerykanie z północnego wybrzeża Oceanu Spokojnego) trzęsienia ziemi występują kiedy podmorski pies podtrzymujący wyspy otrząsa się. Karei – bóg piorunów plemienia Semangów z południowo-wschodniej Azji – wpada w gniew kiedy zobaczy, że ludzie czeszą włosy podczas burzy lub patrzą na parzące się psy. Semangowie w obliczu gwałtownej burzy próbują zmazać swoje winy i naprawić wyrządzone zło poprzez zadawanie sobie ran na goleniach. Darwin po zejściu z okrętu HMS Beagle na tereny Ziemii Ognistej, dowiedział się od rdzennych mieszkańców o olbrzymie, który biega po lasach i górach, wie o wszystkim co człowiek zrobi, a za zło karze złą pogodą.

Dawkins (2007) podaje przykład Kima Sterelny’ego – nowozelandzko-australijskiego filozofa nauki, który dobrze poznał Aborygenów z Papui-Nowej Gwinei. Aborygeni okazali się mistrzami przetrwania w naprawdę ciężkich warunkach, czyli ich praktycznych zdolności nie sposób kwestionować. Warunki, w których przyszło im żyć są wyjątkowo nieprzyjazne, o żywność jest bardzo trudno, i przetrwanie jej mieszkańcom zapewnia tylko „doskonałe wręcz zrozumienie naturalnego, biologicznego środowiska”. Ale jak zauważa Dawkins: „ci sami ludzie, którzy tak sprytnie radzą sobie z przetrwaniem w trudnym świecie natury, zamulają sobie umysły przekonaniami, których absurdalność jest widoczna gołym okiem i o których nie da się nawet powiedzieć, że są bezużyteczne”. I cytuje dalej Sterelny’ego: „tę naprawdę imponującą wiedzę ci ludzie potrafią łączyć z destrukcyjną obsesją na punkcie menstruacji i czarów. Wiele lokalnych kultur wyniszczają lęk przed czarownicami i magią oraz przemoc, którą lęk ten wywołuje”. „Jak możemy być tak mądrzy i głupi zarazem?” – pytają Dawkins i Sterelny.

Przyganiał kocioł garnkowi? Czyli chrześcijanin na kozetce u psychologa…

To przykłady religijności ludzi rodem z plemion pierwotnych – łowców-zbieraczy. Niektórzy czytelnicy zwrócą za pewne uwagę, że jest XXI wiek – czasu współczesne, kiedy ludzie już dawno wyszli z jaskiń i szałasów – i religia ma zupełnie inny (bardziej dojrzały) charakter, w niczym nieprzypominający powyższych dziwaczności. Ale tu pojawia się pytanie: czy aby na pewno? Czy naprawdę różnimy się od naszego Eskimosa, Klamatów i Semangów? Jezuita Bernhard Grom – autor książki Psychologia religii (2009), wyraża to pytaniem:

Czy wieszanie przez chrześcijanina w samochodzie emblematu ze świętym Krzysztofem, a przez muzułmanina medalu, na którym wygrawerowano wersety Koranu, lub też noszenie na szyi poświęconego krzyżyka nie jest używaniem talizmanów? Czy osoba nie wykonuje jakiegoś magicznego rytuału, gdy przed egzaminem lub operacją modli się żarliwie albo zapala świeczkę? (s. 95).

Antropolog Pascal Boyer (2001, za: Dawkins, 2007) podczas któregoś obiadu w Cambridge opowiadał gościom o swoich egzotycznych przygodach, również o wierzeniach ludu Fang (który wierzy w czarownice pożerające swe ofiary). W pewnej chwili jeden z gości, ceniony teolog, zwrócił się w jego stronę i powiedział: „To właśnie czyni antropologię tak fascynującą i tak trudną dyscypliną zarazem: trzeba wyjaśnić, w jaki sposób ludzie mogą wierzyć w takie nonsensy”. Dawkins wykorzystuje to zdarzenie Boyera by w swym mniemaniu wykazać nonsensowność religii współczesnych (w tym przypadku chrześcijaństwa). Wypisuje szereg stwierdzeń, w które wierzył zapewne owy teolog (s. 247):

  • Za czasów naszych przodków na świat przyszedł człowiek, którego matka zachowała dziewictwo i z którego poczęciem nie miał związku żaden biologiczny ojciec,

  • Człowiek ów, gdy dorósł, wezwał swego przyjaciela zwanego Łazarzem, by powstał ze zmarłych. Łazarz, mimo że ciało jego już zaczynało się rozkładać, błyskawicznie ożył,

  • Tenże nie mający ojca człowiek sam również ożył w trzy dni po tym, jak zmarł i został pochowany. Czterdzieści dni później człowiek ów wszedł na szczyt wzgórza i fizycznie zniknął w niebie,

  • Jeśli mówisz coś do siebie nawet w myślach, to człowiek, który nigdy nie miał ojca, i jego „ojciec”, który jest nim samym, słyszy wszystkie twoje myśli i może spełniać twoje prośby,

  • W tym samym czasie słyszy też myśli wszystkich innych ludzi żyjących na świecie,

  • Jeżeli robisz coś złego (albo dobrego), ów człowiek, który nie miał ojca, widzi to, nawet jeśli twoich uczynków nie zna nikt inny. Za to, co czynisz, możesz być karany i nagradzany, i to nawet po śmierci,

  • Matka-dziewica człowieka, który nie został spłodzony, nigdy nie umarła, tylko fizycznie została „wzięta” do nieba,

  • Chleb i wino, jeśli pobłogosławi je kapłan […] „stają się” ciałem i krwią owego mężczyzny, który nigdy nie miał ojca.

To przykłady tylko z jednej religii. Takowych można by wymieniać oczywiście więcej – chrześcijaństwo nie jest tu wyjątkiem, ot choćby wspomnieć muzułmańskie 72 dziewice czekające na każdego męczennika w raju.

Jak blisko nam do ludzi pierwotnych…

Takie przedstawienie współczesnych wierzeń wskazuje w gruncie rzeczy na ich podobieństwo do religii pierwotnych Robert Wright (bazując na pracach Taylora, 1866, 1971) wskazuje, że jakkolwiek dziwne mogą się wydawać niektóre wierzenia „pierwotne” – i jak dziwne wydają się ateistom niektóre wierzenia „współczesne” – to w naturalny sposób mają one swoje źródło w ludzkości, są naturalnymi produktami mózgu tak ukształtowanego przez dobór naturalny, by mógł zrozumieć świat, posługując się różnymi narzędziami poznania, choć dane wyjściowe nie są w pełni racjonalne.

Nawet Dawkins analizując podobieństwa między kulturami wskazuje, że „podatność na religię musi stanowić jakiś uniwersalny składnik ludzkiej psychiki” (2010, s. 285), „religia jest wszechobecna” (s.224), a „zachowania religijne można określić jako powszechne w takim samym sensie, w jakim uniwersalny charakter ma heteroseksualizm”.

Dawkins stwierdza ironicznie, że owa powszechność religii jest właśnie jedyną przyczyną, dla której osób wierzących nie uznaje się za chorych psychicznie. Podsumowuje swe rozważania cytując Roberta E. Pirsiga, autora książki Zen a sztuka oporządzania motocykla: „Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to Religią”.

Przyjmując na chwilę tezy Dawkinsa, że rzeczywiście religia to wytwór chorego umysłu, a wiara w Boga to po prostu urojenie, nie sposób wtedy zadać pytania: jak to możliwe, że ta „choroba” jest tak powszechna i występuje współcześnie, a nie została „wyeliminowana” w toku ewolucji? Ewolucja wraz z doborem naturalnym mają tę ciekawą właściwość, że eliminują cechy nieprzydatne. Osobniki posiadające cechy nie służące przystosowaniu, bądź wręcz szkodzące funkcjonowaniu – są po prostu nie przystosowane ergo gorzej (trudniej) im się żyje – nie radzą sobie w środowisku ergo nie rozprzestrzeniają swoich genów ergo te geny i cechy nie utrwalają się w społeczeństwie i nie powinny we współczesnym świecie występować. A jednak! Taka „choroba” umysłu, zupełnie zła i nieprzydatna i wręcz szkodząca (jak twierdzi Dawkins), ciągle jest powszechna. Jak mogłoby więc przy tym założeniu Dawkinsa, być możliwe, że ewolucja nie poradziła sobie z tym?

Nasuwającą się odpowiedzią jest przydatność religijności, która sprawiła, że wcale nie byliśmy przystosowani gorzej aniżeli inni. A może nawet lepiej. Może z bycia religijnym płyną jakieś wymierne profity dla naszego funkcjonowania? Czy opłaca się być religijnym? Próba odpowiedzi na te pytania w części drugiej…..

Bibliografia:
Dawkins, R. (2007). Bóg urojony. Warszawa: Wydawnictwo CiS.
Grom, B. (2009). Psychologia religii. Kraków: Wydawnictwo WAM.
Wright, R. (2010). Ewolucja Boga. Warszawa: Prószyński i S-ka.
Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (2014). Dominicantes 2014. pobrane z: http://iskk.pl/kosciolnaswiecie/231-dominicantes-2014.html

Autor: Kamil Chrustowski – psycholog

Artykuł dostępny wkrótce także na blogu: www.chrustowski.pl

Seria artykułów powstała na podstawie oryginalnej pracy autora: Chrustowski, K. (2015). Człowiek wobec otaczającego świata z perspektywy psychologii ewolucyjnej. Pytanie o przyszłość religii w życiu człowieka. Kwartalnik Naukowy Fides et Ratio, 2(22), 80-101.