Od ostatnich wyborów samorządowych i przejęcia władzy w mieście przez Arkadiusza Wiśniewskiego, nawet ślepiec zauważy postępującą degradację środowiska i zieleni miejskiej w Opolu. Nigdy dotąd nie wycinano drzew na taką skalę i nigdy też nie zaniedbywano tak środowiska, jak w tych ostatnich kilku latach. Nowa władza w mieście, to także znacząca zmiana w podejściu do drzew i zieleni miejskiej. W kadencji poprzedniego prezydenta funkcjonował w ratuszu ogrodnik miejski, istniała komisja ds. zieleni złożona z ekspertów z: Uniwersytetu Opolskiego, Politechniki Opolskiej i Ligi Ochrony Przyrody. Teraz w ratuszu nikt nie zajmuje się zielenią w mieście.

Horyzont wrażliwości na drzewa i zieleń miejską obecnej władzy, mentalnie nie wyrasta dalej niż sąsiednia ulica. Ilustracją jest przeniesienie w grudniu 2016 roku zarządzania zielenią z opolskiego ratusza do Miejskiego Zarządu Dróg. To trochę tak jakby owcę zostawić wilkom – ironizuje prof. Krystyna Słodczyk. Z perspektywy tych kilkunastu miesięcy, które upłynęły od tej decyzji, podjętej przeważającą liczbą głosów przez obecną Radę Miasta Opola, widać bardzo wyraźnie, że to posunięcie było wielkim błędem. Drzew ubywa w tempie dotąd niespotykanym – dodaje prof. Słodczyk.

Głosowanie Rady Miasta w sprawie przekazania zarządzania zielenią miejską do MZD.

Od tego bowiem czasu, gdy zielenią w mieście zarządza MZD, wycięto setki, a może i tysiące drzew, a troska o zieleń – należąca do jego statutowych zadań – jest więcej niż iluzoryczna. Dziś już kilku radnych przyznaje, że zgoda na wyprowadzenie zieleni z ratusza do MZD – to był wielki błąd. Zapytany o to dyrektor tej instytucji – Zbigniew Bahryj tłumaczy: w ratuszu zielenią zajmowała się jedna, dwie osoby. W przypadku choroby ta druga była przeciążona i nie mogła sprostać zadaniom. My tu w MZD mamy specjalistów (czterech, choć dyr. Bahryj nie był tego pewien), którzy dobrze o zieleń w mieście dbają.

Bahryjizacja zieleni miejskiej, czyli „młotek wszędzie widzi gwoździe”
ZRID – to Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej, czyli w tłumaczeniu na polski, to maczuga, a raczej siekiera, pozwalająca pod pozorem troski o bezpieczeństwo mieszkańców, uzyskać pozwolenie na wycinkę jakichkolwiek drzew w trybie natychmiastowym, jeśli tylko zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców. W ten sposób, w optyce dyr. Bahryja, najwyraźniej wszystkie drzewa zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców, bo jak pan zapewne wie, panie redaktorze mieliśmy już kilka przypadków, że drzewo spadło na zaparkowany samochód i gdyby ktoś był w środku, to oskarżano by MZD o zaniechanie swoich zadań – tłumaczy z rozbrajającą wiarą w swoje słowa dyr. Bahryj.

Oczywiście, nie sposób nie zauważyć wielu inwestycji drogowych w mieście, z pewnością wiele potrzebnych i ważnych (np. most na Niemodlińskiej), z drugiej jednak strony uderza całkowity brak rozumienia potrzeby zatroszczenia się o miejską zieleń, jak gdyby nie można było w możliwie zrównoważony sposób traktować i inwestycje i zieleń. Koresponduje to z brakiem spójnej narracji zarówno w tłumaczeniu mieszkańcom swoich działań, jak i brak spójności w samych działaniach. Z jednej strony iluzoryczna troska o bezpieczeństwo i zdrowie mieszkańców, z drugiej zwiększenie ruchu aut w mieście i narastające do niespotykanych w mieście dotąd rozmiarów wycinki setek, a może już tysięcy drzew.

Zdaniem Janusza Piotrowskiego z Opolskiego Alarmu Smogowego, bezpieczeństwo opolan traktowane jest przez urzędników instrumentalnie. Jak trzeba budować drogę i wycinać drzewa pod pozorem zagrożenia bezpieczeństwa mieszkańców, to nadaje się temu tryb natychmiastowej wykonalności, a jak faktycznie coś wymaga zapewnienia bezpieczeństwa, to całkowity brak reakcji, vide – ruch przy Solarisie.

Urzędnicy z ratusza nie mają – nomen omen – zielonego pojęcia o to czym jest równomierny i zrównoważony rozwój miasta. Więc podpowiem: równomierny i zrównoważony rozwój miasta tzn. że czynnik gospodarczy, społeczny i przyrodniczy mają ze sobą współgrać i żaden nie może być wyróżniony oraz to, że całe miasto ma się rozwijać w zgodnym tempie – dodaje prof. Krystyna Słodczyk.

Park Nadodrzański czyli wojna hybrydowa
Traktowanie zieleni w mieście widać nie tylko na ulicach, skwerach i parkach, ale także w sercu opolskiej zieleni – Parku Nadodrzańskim na wyspie Pasieka. Zauważono chore drzewa. Zatrudniono arborystę (lekarz drzew). Jego ekspertyza dotyczyła usunięcia 11 drzew, natomiast cztery wskazano do zabiegów pielęgnacyjnych lub wycinki, decyzję pozostawiono urzędnikom, co w MZD rozumie się jako oczywiste pozwolenie na wycinkę. Dodatkowo Bahryj arbitralnie wnioskuje o wycinkę kolejnych kilkunastu drzew bo pracownicy obserwowali je przez cały rok i stwierdzili ich zgon, a więc zagrażały życiu i bezpieczeństwu mieszkańców. Jakim cudem te “martwe drzewa” mogące w każdej chwili zawalić się spacerowiczom na głowę, przetrwały huragany, które dotarły latem do Opola?

Wojewódzki Konserwator Zabytków – Elżbieta Molak – mający pieczę nad tym zabytkowym parkiem, wydaje zgodę na wycinkę. Zapewne wszystkie te działania mają na celu obniżenie wartości przyrodniczej parku, po to, by łatwiej było później przeprowadzić tam trasę średnicową – będącą „marzeniem wiceprezydenta Pietruchy”.

Park Nadodrzański ma wyjątkowe znaczenie dla opolan. Jego degradacja, to okradanie mieszkańców z cennych zasobów przyrodniczych i środowiskowych. Na marginesie warto tu dodać, że w parku występuje rzadki chrząszcz – pachnica dębowa, co ma o tyle istotne znaczenie, że jest jakby papierkiem lakmusowym stanu przyrody. Występuje właściwie tylko w lasach pierwotnych i jest szczególnie chroniony konwencjami międzynarodowymi dotyczącymi ochrony środowiska, bowiem tam, gdzie żyje ten chrząszcz, mamy pewność, że są bardzo dobre warunki przyrodnicze. Jak widać obecna ekipa rządząca miastem ma wrażliwość przyrodniczą na poziomie hutniczego pieca.

Autostrada w centrum Opola
Pomimo braku ostatecznej zgody Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ), już rozpoczęto prace nad centrum przesiadkowym przy dworcu wschodnim i rozpisano przetarg na wycinkę drzew. Jak to możliwe, że – jak podkreśla GDOŚ – mając do czynienia z bardzo skomplikowanym charakterem tej inwestycji, ogłoszono już przetarg na zniszczenie ponad 1.200 drzew i ponad 2,5 tys. m2 krzewów, które dla nas oddychają i świadczą za darmo szereg innych niezbędnych i przydatnych usług. Otóż: MZD otrzymało zgodę od wojewody Adriana Czubaka w trybie ZRID. Wygląda więc na to, że dyr. Bahryjowi udało się przekonać wojewodę, że drzewa należy wyciąć natychmiast, bo zagrażają zdrowiu i bezpieczeństwu mieszkańców. Zapytany o to, przez nas, wojewoda opolski odpowiedział, że wszystko jest zgodnie z procedurą i nie widzi żadnego problemu. ZRID, czyli zgoda na inwestycje drogową – w tym przypadku jest tu nadużyciem – mówi Janusz Piotrowski z Opolskiego Alarmu Smogowego. MZD ubiegało się o tryb natychmiastowej wykonalności ze względu na „zagrożenie życia i zdrowia ludzi”. Skoro miasto tak bardzo dba o powietrze w Opolu – to dlaczego nie postarało się o zakup oczyszczaczy powietrza do placówek publicznych znajdujących się tuż obok tej inwestycji? – zapytują działacze Opolskiego Alarmu Smogowego. Odpowiadając, że ta iluzoryczna troska o zdrowie mieszkańców, to tylko pretekst do realizacji inwestycji drogowej.

Rozbudowany na trzy poziomy węzeł drogowy w środku miasta, zaledwie 800 metrów od ścisłego centrum, nie spełnia definicji węzła przesiadkowego – jak zauważa aktywistka miejska – Ela Flisak ta trójpoziomowa plątanina dróg i łącznic, stoi w sprzeczności z osiami priorytetowymi programu, na podstawie którego wnioskowano o unijne dofinansowanie. Nawet raport inwestora przyznaje, że natężenie ruchu pojazdów w mieście wzrośnie w okolicy węzła nawet dwukrotnie.
Ten węzeł jest rozbudowany ponad miarę – dodaje Janusz Piotrowski z Opolskiego Alarmu Smogowego – przy tej inwestycji nie prowadzono żadnych konsultacji społecznych. To tak w ramach demokracji w naszym mieście.

W raporcie ochrony środowiska odnośnie tej inwestycji czytamy, że węzeł ma spowodować ograniczenie niskiej emisji, bo samochody nie będą stały w korkach, jednocześnie przyzwalając na zwiększenie przepustowości aut z 20 tys. obecnie na  – 44 tys. pojazdów w 2030 roku, co odpowiada już poziomowi ruchu na autostradzie A4 – dodaje Piotrowski.

Nie może być tak, że mówiąc o redukcji niskiej emisji jednocześnie wprowadzamy ruch do miasta i jednocześnie wycinamy setki, a nawet tysiące drzew, bo to jest działalność, która idzie ze sobą w sprzeczności – podkreśla na konferencji prasowej, zorganizowanej na wybetonowanym bez reszty placu przy Galerii Opolanin – prof. Krystyna Słodczyk – biolog i aktywistka miejska.

Nie oszukujmy się: z tego węzła będą korzystać głównie ci, którzy chcą przejechać tranzytowo przez miasto z ominięciem obwodnicy, innymi słowy, to zaproszenie nowych kierowców do tranzytu przez miasto. Zwiększenie ruchu i zanieczyszczeń powietrza, przy masowej wycince drzew, spina się w realne zagrożenie dla zdrowia opolan. Może warto tu zaznaczyć, że większość wydających decyzję nie mieszka w Opolu i nie będzie to miało dla nich negatywnych skutków zdrowotnych. Dla nas – mieszkańców Opola – a i owszem.

Ważne, że Arkadiusz Wiśniewski będzie mógł odtrąbić wielki sukces inwestycyjny, oczywiście dla dobra mieszkańców, bo zrobił autostradę w środku miasta kilkaset metrów od rynku. Szkoda, że z taką determinacją nie zabiera się za dokończenie obwodnicy.

Nasadzenia
Zwyczajowo w narracji MZD jak i ratusza, usunięcie drzew zawsze tłumaczy się albo bezpieczeństwem mieszkańców, albo koniecznością inwestycyjną, albo obiecuje nowe nasadzenia. O tym jak to wygląda w praktyce widać na Bolko, gdzie zasadzono, za kilkaset tysięcy złotych ponad 300 drzewek. Ile z nich się przyjęło? Kilka procent. Gdzie są nowe nasadzenia na osiedlu Dambonia, osiedlu AK, bliskim Zaodrzu? Jaka jest skuteczność tych nasadzeń? Śladowa.

Zamiast pięć razy zastanowić się nad wycinką jakiegoś drzewa, stosuje się logikę zero-jedynkową: wycinamy drzewo, więc później nasadzimy nowe, to czy przetrwa, przyjmie się jest bez większego znaczenia. Jak dotąd jednak nawet tam, gdzie wycinki można uniknąć nie odpuszcza się żadnemu drzewu. Dla przykładu (1) na ulicy Niemodlińskiej rozpisano od razu przetarg na usunięcie drzew, a miały być przesadzone, (2) w zabytkowym Parku Nadoodrzańskim ekspertyza pozwalała na usunięcie 11 drzew, a 4 można było poddać działaniom pielęgnacyjnym, wycięto je i dodatkowo także kilkanaście kolejnych, (3) cmentarz na Półwsi, (4) przy remoncie wzgórza przy Zamku Górnym (obok Solarisa) można było uniknąć wycinki wielu drzew. Przykłady można mnożyć godzinami.

Smog – czyli o Chinach w Opolu
Zeszły rok zakończyliśmy 52 dniami, w których przekroczono normy mierzące dopuszczalnej i szkodliwą dla zdrowia opolan. Ile razy natknęli się Państwo na informację, żeby absolutnie nie wychodzić na zewnątrz domu, bo powietrze jest zabrudzone? Za to mogli Państwo przeczytać w broszurach ratusza – łącznie za kwotę kilkuset tysięcy złotych – o przeciętych wstęgach i tego typu pijarowych fajerwerkach prezydenta Wiśniewskiego.

Janusz Piotrowski - Opolski Alarm Smogowy

W pierwszych dniach stycznia tego roku, przez 7 dni zanieczyszczenie powietrza przekroczono kilkukrotnie. Jak informuje Opolski Alarm Smogowy, 10 stycznia – te przekroczenia utrzymywały się praktycznie przez całą dobę osiągając poziom maksymalny 113 µg 0,000001 g na m(czyli 10-6 g, jedna milionowa grama). Średniodobowo oscyluje to w granicach ponad górną skalę. W niektórych dzielnicach miasta smog wynosił 469 ug/m3 dla wskaźnika PM 2.5, gdzie powyżej 120 jest już bardzo źle i kończy się skala. Miasto nie zrobiło nic, nie wydało żadnego komunikatu ostrzegawczego. Obudziło się dopiero dzień później – alarmuje Piotrowski.

W magistracie nie dostrzega się oczywistego przełożenia wycinek drzew na jakość powietrza w mieście. Pod pretekstem troski o bezpieczeństwo mieszkańców dokonuje się degradacji środowiska na niespotykaną dotąd skalę. To już nie setki, ale tysiące wyciętych drzew. Całe hektary drzew znikających na naszych oczach z przestrzeni miejskiej. Ubywa drzew, więc pogarsza się jakość powietrza w mieście, ale co to obchodzi dyr. Bahryja, Czubaka, czy innych urzędników skoro niewielu z nich mieszka w Opolu?

Na konferencji prasowej Opolskiego Alarmu Smogowego o zwiększenie troski o emerytów, a więc najsłabszych mieszkańców miasta, dopominała się pani Anna Sułek – członek rady miasta poprzedniej kadencji, gdzie pracowała w komisji ds. zieleni w mieście za kadencji poprzedniego prezydenta. Dlaczego nie powiadamia się emerytów o zanieczyszczeniu środowiska. Emeryci wychodzą na spacery i wdychają to powietrze. Należy szybko stworzyć sprawny system powiadamiania mieszkańców o zanieczyszczeniu środowiska.

Prof. Krystyna Słodczyk - Opolski Alarm Smogowy.
Grzegorz Ostromecki - aktywista miejski, ekolog.

Epilog

Oczywiście, rozpoczyna się rok wyborczy, więc aktywność radnych w tej materii wzrasta, ale nie na tyle, by skutecznie powstrzymać degradację środowiska w mieście. Wypada mieć nadzieję, że zieleń w mieście i degradacja naszego środowiska, stanie się główną osią kampanii wyborczej każdego z opolskich komitetów, startujących w wyborach samorządowych na jesieni tego roku.

Nasz apel do radnych: proszę nam pomóc zmienić sytuację w mieście, proszę zaprzestać wycinek, proszę zacząć poważnie traktować obywatela i dbać o tego obywatela, bo to my jesteśmy właścicielami tego miasta i to my mamy prawo do stanowienia tego co się dzieje w mieście – mówi Grzegorz Ostromecki i dodaje: To jest głos mieszkańców miasta, dziś pan prezydent chowa się i nie jest w stanie na wiele tematów o które pytamy, czasem lepiej dobrze się schować niż źle pokazać.

Dekalog zmian – podpowiedzi dla komitetów wyborczych

  1. Natychmiastowe zaprzestanie wycinki drzew.
  2. Odebranie zieleni miejskiej Zbigniewowi Bahryjowi i przekazanie jej np. do Miejskich Zakładów Komunalnych.
  3. Zaproszenie do rozmowy mądrzejszych od siebie i wysłuchania ich racji.
  4. Zrównoważone gospodarowanie pozostałymi jeszcze zasobami środowiskowymi.
  5. Zaimplementowanie z rygorem natychmiastowej wykonalności programu SMS powiadamiającymi każdego mieszkańca o ważnych ostrzeżeniach, jak to ma już miejsce w wielu miastach Polski.
  6. Wycofanie się z pomysłu przeprowadzania średnicówki (to nawet nie jest nawet właściwa nazwa) przez zabytkowy i uwielbiany przez opolan park – Pasiekę, co tylko wzmocni ruch w mieście i nie rozwiąże problemy komunikacyjne miasta a tylko doprowadzi do kolejnych, przenosząc korki z jednej części miasta do drugiej.
  7. Poważne i dialogiczne rozważenie innych – zamiast średnicówki – możliwych przecież, alternatywnych sposobów rozwiązania problemów komunikacyjnych miasta.
  8. Rozważenie raz jeszcze zasadności budowania centrum przesiadkowego, czytaj: drogi tranzytowej o ruchu jak na autostradzie A4, przez centrum miasta przy dworcu wschodnim, zaledwie kilkaset metrów od rynku.
  9. Dobrze byłoby widziane poważne potraktowanie obaw mieszkańców i podjęcie działań rzeczywistego zadbania o powietrze w mieście.
  10. Przestać ubiegać się o tytuł miasta najbardziej nieprzyjaznego zieleni i człowiekowi.
Konferencja prasowa Opolskiego Alarmu Smogowego [12.01.2018].